486
Niedziela rano, wiozę o świcie przystojniaka, co musi w święto pracować. Zaspał, komunikacja publiczna się zbiesiła, zmiennik czeka – nie ma rady, wsiadamy do auta i jedziemy, bo życzliwa ze mnie kobieta.Nie narzekamy, przyjemnie się jedzie wiosną wśród podkrakowskich pagórków i lasów.
Już niedaleko do celu. Przystojniak rozgląda się pilnie.
Spoglądam znad kierownicy pytająco.
- Rozglądam się, bo chcę ocenić, ile będę miał roboty.
Ale że po drzewach i plotach?
- O, tu świeżo rozwalony świerczek. A i brama wygięta. Błotnik leży. Ktoś na mnie czeka.
Myślicie może, że wiozłam do pracy drwala (mmm…), albo stolarza? Mechanika samochodowego?
Nie. W ten piękny poranek, nazajutrz po weekendowej, rozrywkowej dla narodu sobocie, jechał do szpitala na dyżur chirurg urazowy.
skomentuj (0)
opublikowano dnia 2012-05-27 o 20:38:07
485
Moja przyjaciółka Jola w ciągu ostatnich dwudziestu lat utrwaliła w moim synku Wojtku dwa przekonania: że jest najukochańszą ciocią Jolą i że ciotka polega na przynoszeniu czekoladek. Zawsze.Zapowiadała się z wizytą jako Najukochańsza Ciotka Jola i została Najukochańszą Ciotką Jolą, bo jest to dziewczyna o żelaznej pracowitości i konsekwencji (są to cechy dla mnie egzotyczne i Wojtek też nie jest do nich przyzwyczajony).
Słodkości wraz z ciotką przybywały niezawodnie.
A tu niedawno, umówiona naprędce, Jola wpadła do nas, wyściskaliśmy ją szczerze, po czym przyznała z ubolewaniem, że nie zdążyła zaopatrzyć się w czekoladki.
Uuuuu…
Wojtek zamilkł zasępiony.
Ciotka załamała dłonie.
Odwróciliśmy oczy.
Wojtek podniósł się ciężko, skierował się do swojego pokoju, przystanął jeszcze w drzwiach i rzekł z wyrzutem:
- O, nie! NIE O TAKE CIOTKE WALCZYLIŚMY…
skomentuj (1)
opublikowano dnia 2012-05-21 o 17:24:16
484
Andrzej Czeczot, rysownik. Kochaliśmy go, wyrywaliśmy sobie jego rysunki z rąk, naśladowaliśmy go i cytowali.Osobiście wyhaftowałam, jak umiałam, według jego rysunku (co prawda maszyną do szycia, ale i tymi rękami) makatkę-pocieszenie dla mojego męża, który bardzo wcześnie wstawał, biedaczysko.

Świetny był Czeczot, oryginalny, niezależny, ostry prześmiewca, inteligentny - u artystów to nie takie częste - i świntuszył, aż serce rosło.
A Szwejka to nie wyobrażam sobie narysowanego przez kogoś innego.
skomentuj (4)
opublikowano dnia 2012-05-13 o 22:36:12
483
Taki mam oto z balkonu widok mniej więcej, o zachodzie słońca.Aż się prosi, aby zilustrować to muzycznie i żeby Stanisław Sojka zaśpiewał o wiośnie.
Żałuję, ale nic, co zaśpiewa pan Sojka, nie jest już takie samo po parodii Macieja Stuhra, niestety…
Cała wiosna na nic.
Dobrze chociaż, że pan Stuhr raczej nie spojrzy z mojego balkonu i nie zinterpretuje mi widoku.
skomentuj (8)
opublikowano dnia 2012-04-26 o 18:20:21
482
skomentuj (3)
opublikowano dnia 2012-04-07 o 19:31:10
481
Odkąd mieszkam w nowym miejscu, nieustającą radość mam z bliskości centrum. Bardzo to przyjemne, wychodzić sobie z gmachu muzeum, z kolacji, z koncertu i nie wracać na dalekie osiedle - tylko parę ulic, i już dom…Nawiasem, zdarzyło mi się, zamyślonej, raz i drugi wrócić niechcący pod stary adres.Jak mi się zechce, to doskoczę i pieszo na rynek, i nie wybieram się już do miasta, tylko po prostu wychodzę.
Samochodem tak blisko to tylko kłopot.
Zaczęłam znowu lubić tramwaje. Nie kieruję nimi, nie muszę ich parkować, nie muszę się obawiać zza kierownicy, że ich nie zauważę, albo pamiętać, że co chwilę mają przystanek i ludzi trzeba przepuścić. Oglądam sobie spokojnie miasto, a nie znaki drogowe.
Jeździłam tramwajami przez całe liceum i studia, kawał drogi, i do dzisiaj kindersztuba każe mi podnosić się, gdy wchodzi starsza osoba. A i siadam rzadko.
Podróż tramwajem, o to to, znowu staje się przyjemnością, pogodnie rozmyślam sobie dalej, a wlazłam dzisiaj na wysokie stopnie czwórki może tylko trochę mało zwinnie, obładowana bukietem (od cudzego męża, więc w tym lepszym humorze).
I doigrałam się – pierwszy raz w moim życiu młody człowiek ustąpił mi miejsca…
Właściwie to samochodem wygodniej.
skomentuj (5)
opublikowano dnia 2012-03-19 o 07:52:11
480
Znajomy miał nieszczęście zachorować i być leczonym pod czułą opieką (szczęście) doskonałych fachowców.Jednak więc szczęście.
Jak każdy chory, cierpiący, przejęty, w nienajlepszym nastroju poddał się różnym czynnościom instalacji (nieszczęście) w szpitalnej sali, które wykonywała życzliwa (szczęście) pielęgniarka.
Wkrótce już wiedział, że stanowczo spotkało go – szczęście.
Utwierdziła go w tym ostatecznie ta właśnie pielęgniarka, która krzepiąco oświadczyła, poprawiając na koniec poduszki:
- Pan to ma szczęście! To łóżko dla VIPów! Na nim właśnie umarł Piotr Skrzynecki.
skomentuj (8)
opublikowano dnia 2012-03-07 o 22:39:02
479
Empik był przez prawie całe moje życie miejscem ważnym i przyjemnym.W czytelniach było cicho. Pachniało gazetami (zagraniczne pachniały inaczej), kawą, papierosami, zakurzoną wykładziną dywanową i zakurzonymi ciastkami. Gazety na drewnianych uchwytach czytało się zupełnie inaczej niż trzymane w ręce.
Empiki w całej Polsce były w dużym stopniu podobne, wszystko jedno, czy mieściły się w aluminiowym pawilonie, czy w kamienicy. W czasie wakacji, w czasie przejazdu przez większe miejscowości, można było zostawić plecak i namiot w szatni i usiąść w foteliku – ach, wreszcie nie na pniaku! - wypić kawę w szklance, nie w kubku (filiżanki były nie wszędzie) i wciągnąć w nos zepsuty sosnowymi zapachami woń cywilizacji i kultury. Starannie dawkowanej przez RSW Prasa, o czym się pamiętało bez złudzeń.
Księgarnie empiku były najlepiej zaopatrzone.
W sąsiedniej salce zawsze były wystawy sztuki, a fortepian po południu był jak najbardziej używany.
Empik był miejscem, gdzie można było bezpiecznie zagadać nieobowiązująco do drugiego obcego człowieka. Można było się stać „znajomym z empiku”, to była prawie pewna rekomendacja.
Do empiku chodziło się na angielski, francuski i niemiecki. To stamtąd pochodzi „the” wymawiane jako „dze” przez moich równolatków.
To w empiku spotykałam się regularnie z przystojnym, choć podniszczonym blondynem. Stałam się tym samym osobą zuchwałą i zepsutą. Moje dotychczasowe akcje najlepszej uczennicy ósmej klasy (i harcerki) zdecydowanie wzrosły, kiedy dyrektorka mojej szkoły, osoba przedwojenna, zadała mi publicznie pytanie, kim jest ten pan, z którym mnie widuje w empiku? Nikt oczywiście nie uwierzył najszczerszej prawdzie, że to był mój prywatny nauczyciel łaciny.
A ona uwierzyła. Ta wspólnota bywalców…
Kilka lat temu empik ujął sobie klientów wygodnymi kanapkami wśród półek do czytania książek, na które nie stać normalnie zarabiających ludzi, ale zdaje się, kanapki zniknęły.
Teraz empik jest po prostu rodzajem centrum handlowego z różnorodnymi towarami i traktowany przez ludzi czytających tak, jak na to zasługuje.
skomentuj (3)
opublikowano dnia 2012-02-29 o 18:17:44
478
Przechodziliśmy akurat koło księgarni empiku. Postanowiliśmy zrobić sobie przyjemność - Staś zamierzał pobuszować w dziale muzycznym, ja chciałam poszukać czegoś dotyczącego urządzania wnętrz. Popatrzeć chcieliśmy ewentualnie na plakaty, co miałyby zawisnąć w łazience, rzucić okiem chcieliśmy na gazety. Godzinka dla steranych tygodniem państwa w jeszcze średnim (naszym zdaniem) wieku, miły czas tylko dla nas…Rozdzieliliśmy się po jakimś czasie, zajęci każde swoim.
Spotkaliśmy się przy kasie.
No i ?...
Staś trzymał w ręce kilka płyt, ja - dwa czasopisma.
Płyty były z utworami Beethovena i Straussa z serii "Muzyka dla smyka", czasopisma to "Abecadło" i "Świerszczyk".
Ech…
skomentuj (11)
opublikowano dnia 2012-02-19 o 21:33:35
477
Mądra, piękna, dowcipna, oryginalna... Chciałam napisać, że Krakow znowu stracił niezwykłego człowieka, zwiądł i zbrzydł, ale to nie ona go zdobiła. Odwrotnie: ona mogła sobie przypiąć Kraków, jak broszkę - być może wart jej kołnierzyka.skomentuj (4)
opublikowano dnia 2012-02-02 o 10:31:17

