![]() zapiski teściowej |
|
|
księga gości ![]() Kraków zaulkowy dawny Kraków adanti przewodnik day by day wg Świętoszka po znajomości wojtek silene tomek gazetki nowy pompon pinezka 2plus3d twórczo grzela niepublikowany raczek footszak chainchange cebrita dogin vontrompka trzaskprask argentyna banksy czytam: listopad sprawunki notatki na marginesie ds epilia manra pułkownik radocka salonslytherin plus linki matka dzieciom ostry agnieszek lumpiata fanaberka czerwona sukienka soleil cloudy plus linki dom na guziki kociubinska druga mama zimno yours pjotruska gretta bigapple małgosia, babcia matkapolka zamorscy opowiastki ladonny pierwsza klasa! ma40 plus linki chuda |
385 Opowiadam Oli przez telefon, z całych sił próbując zachować rzeczowy ton: - Wiesz, Kubuś uściskał mnie i pierwszy raz powiedział: „Kocham cię, babciu!” - O, – powiada moja podobno uczuciowa i empatyczna córka – W tej chwili ściska słoik z oliwkami i też im mówi, że je kocha… zapiski-tesciowej 2009-11-14 09:32:36 skomentuj (5) 384 Strasznie coś lamentowałam w poprzedniej notce, przepraszam bardzo, że Was wystraszyłam i bardzo, ale to bardzo dziękuję za dobre słowa tutaj. Dziękuję też za krzepiące maile, telefony i sms-y. Nie wiedziałam, że to dobre słowo aż tyle znaczy. Przeżyłam, jestem podleczona, zaopiekowana, za kilka tygodni coś mi tam wytną i po sprawie. Wróciłam po trzech tygodniach do domu. Rozglądam się. Jak dobrze. Inne zapachy, inne światło, gdzie indziej leżą różne przedmioty: w innych szufladach, na innych, wyższych półkach. Moje ulubione srebrne bażanty schowane głęboko /poznaję po tym, że gościła u nas miła panna S., Wojtek bowiem stylizuje mieszkanie przed jej przyjściem i chowa przedmioty uznane przez niego za kompromitujące/. Gospodarstwo jakieś… męskie. Czysto - podobno nie miał kto bałaganić. Winogrona zeschnięte na rodzynki, cytryny na kamień, za to jabłka miękkie i pomarszczone. Warzywa jak leżały, tak leżą. Obawiam się, że żywili się dziwnie, mimo dziarskich raportów, że świetnie jest. Oni też w końcu udawali. I niespodzianka: lustra jakieś podmienione! We wszystkich wyglądam cienko, jak w lustrach w przymierzalni w sklepie Ulli Popken, do którego już nie mam po co chodzić, nie moje rozmiary… zapiski-tesciowej 2009-11-07 21:03:19 skomentuj (15) 383 Marne żyły: kara za to, że nie wyrabiam 10 kg ciasta chlebowego co tydzień? Biedne pielęgniarki, niektóre nie mają serca kłuć mnie tyle razy. Co tam, udaję, że mnie nie boli. Uspokajam je, że mogą mnie kłuć aż do woli, jak będę miała dość, to po prostu wezwę - policję. Cha, cha. Telefony od kryjących przerażenie córek, jedna wysłała do mnie pogotowie, jedna w ciąży. Więc, że już wszystko dobrze. Na nic, przeczytały już, że to całkiem niefajna choroba. Syn. Nie będę młodego dodatkowo stresować, no i gdzież indziej, niż na łożu boleści dorwę go, żeby pogadać dwie godziny? Mąż. Nawet nie piszę, co przeżywa mąż-lekarz, który wie. Przed nim nie ma co udawać, ale dobrą minę robić trzeba. Mama. „Dlaczego ona dowiaduje się na końcu, i czy aby druga babcia nie wiedziała wcześniej?” Cha, cha, zawiadamiamy przecież alfabetycznie. Wszystko dobrze, zmyślam, tylko otul mnie jeszcze jednym kocem i będę spać, kłamię. Przyjaciele, nie mogący uwierzyć, że ja, zawsze taka wesoła. Dalej jestem wesoła: ”Tralala, jeszcze wczoraj żyłam, a dzisiaj - proszę”. Wszyscy prawie nie umieją sobie dać rady z nowiną i informują mnie o tym. Ci najporządniejsi ludzie pod słońcem chcą zrobić dla mnie wszystko i pytają, co jeszcze. Jeżeli nie odbiorę telefonu, to zaraz przyjadą na ratunek. Błogosławię instytucję smsów, które mogę odebrać później, bo już szepczę resztką sił w poduszkę: -Policja! zapiski-tesciowej 2009-11-01 18:57:58 skomentuj (37) 382 Jako, że nam czasu i środków ostatnio nie starcza na wyjazdy, postanowiliśmy pozwiedzać Kraków jak zagraniczni turyści. Ostatecznie mamy blisko. Zatem na Kazimierz po nocy w środku tygodnia, do Alchemii, na koncert Indialucia. Z racji imponującego wyglądu, mam nadzieję, pytano nas co chwilkę, czy jesteśmy zaproszeni? Bo w takim razie tędy. Nie, odpowiadałam z godnością, my za pieniądze. Przepychał się przed nami człowiek wysoki, z bujnym kucykiem do pasa, i prosił, żeby go puścić, bo mu bardzo zależy na koncercie. To właśnie był gitarzysta Michał Czachowski, któremu naturalne wydało się połączenie flamenco i muzyki indyjskiej. Pasja i znawstwo, to lubię w tych rocznikach z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych. Chętnie też bywamy na dyplomowych spektaklach i koncertach. Szkoda nam czasu na rutynę lub cynizm. Tak, mam na myśli Filharmonię krakowską. Więc gitarzysta, nieludzko przystojny romantyk, a ostry i dowcipny /żonaty/. Dwóch hindusów w pomarańczowych szatach /przelecieli 6 tys kilometrów i zaraz wracali/, jeden z sitar, jeden z dzbanem, jak z Kubusia Puchatka. Co wyczyniali, to nie wiadomo było, czy bardziej słuchać, czy patrzeć. Basista jak niewzruszona żaba brał spokojnie flażolety. Saksofonista senny z dalekiego Płaszowa, co nie mógł się zdecydować, może teraz, albo nie, albo, albo zresztą, niech będzie, gram /saksofon i sitar, macie pojęcie?/. I jeszcze wyrafinowany perkusista. Szłam z niedowierzaniem, wyszliśmy podniesieni na duchu i pełni energii. Powstała muzyka gorąca, czysta i piękna. Aż człowiek ogrzewa sobie tę, no, starość. zapiski-tesciowej 2009-10-09 09:42:26 skomentuj (10) 381 Jazda z Kubusiem na tylnym siedzeniu, kiedy wyspani i wypoczęci /jedni wyspani, inni w związku z tym wypoczęci/ jedziemy we dwójkę do Wieliczki, do przedszkola po Karolka, to sto pociech zwykle. Kuba siedzi grzecznie i gada jak najęty, opowiadając sobie i misiowi skomplikowane historyjki, których słucham nadstawiając chętnie uszu. Od czasu do czasu jednak włączam się do monologu i zwracam jego uwagę np. na drogę. - Popatrz, jaka śmieszna niebieska betoniarka. Kuba: - Przegonimy ją, dobra? - Jak się da, bo jesteśmy w korku. - Ruszamy! Hurra, udało się! – woła z entuzjazmem Kuba - MAMY DRANIA! Co daje, zdaje się, pewien obraz stylu jazdy jego ojca, mojego zięcia Pawła. Albo ćwiczymy kolory, śledząc światła. Zagajam więc: - O, czerwone światło. Stop, bezwzględnie stop. Nie tak, jak połowa samochodów - smrodzę dydaktycznie - O, teraz jakie? Tak, żółte i oto zielone - wołamy już chórem, i jazda! - Jazda, jazda, jazda!- pośpiewuję. - …Bia! ła! Gwiazda! - odkrzykuje kibic, syn kibica. No tak. Przez most przejeżdżamy z tradycyjnym pytaniem; - A jaka to rzeka? I z kubusiową tryumfalną odpowiedzią: - Wisła Kraków! zapiski-tesciowej 2009-10-02 21:52:29 skomentuj (2) 380 Pewnego razu Tomek złożony grypą zaczął tworzyć drzewo genealogiczne. Miał doskonałe dokumenty, dołączył istniejące drzewo Natalii i z entuzjazmem zajmował się nim. Dodawał wpisy nawet pracując gdzieś w świecie. Zaraził tą pracą wiele osób z wielu rodzin. Studiował to drzewo żony i swoje, i studiował, i jakby nie patrzeć - były to dwa różne drzewa ludzi nie będących krewnymi. Chyba mu się to nie spodobało. Chyba się nawet zdenerwował. I oto jest już osoba, której te obie gałęzie są spokrewnioną rodziną. Wielkości grapefruita, macha do nas maleńką rączką z niewyraźnej fotografii, i jest chłopczykiem. Będzie z nami w lutym, długo przed bocianami, a jego drzewo genealogiczne liczy prawie tysiąc osób. zapiski-tesciowej 2009-09-23 21:21:29 skomentuj (19) 379 Zaczęło się od tego, że spodobała mi się nazwa „czulent”, i że skończyły się upały i można serwować coś innego niż orzeźwiające sałatki. Zrobiłam, jak należy, tkwił w piekarniku 9 godzin. Co by tu jeszcze gościom imieninowym podać, żeby grało? Na przystawki więc pasty z bakłażana, ze śledzia, z ziemniaków i jajek i sałatka z bobu, z macą i innymi pieczywami niekwaszonymi, na deser cymes z glazurowanej marchwi, pesachowy charoset z jabłek i bakalii, trójkątne ciastka purimowe hamantasze i śmieszny tort bananowy. Misz-masz z przepisów z Internetu. Sama byłam zdziwiona i sobą (bo nie jestem kulturą żydowską zainteresowana bardziej, niż każdą inną), i kuchnią, (że taka ciekawa i prosta). I jeszcze tym, jak niewiele składników trzeba było kupić, i że koszt przyjęcia wyniósł jedną trzecią tego, co zwykle… Pół godziny przed godziną zero rozejrzałam się jeszcze po mieszkaniu – żadnych wieloramiennych świeczników, żadnych kantorów, żadnego Kazimierza w prywatnym domu. Nie robię sobie bowiem parodii, tylko się inspiruję. Draperia z tafty na stół /fałdy trzymały bażanty/, a na sztalugach w kącie szybko machnęłam niby Chagalla ze skrzypkami, kozą i parą nowożeńców obowiązkowo… acha, jeszcze w wieżyczce skrzypiał nienachalnie skrzypek na dachu. Ambicję taką mam kury domowej, żeby gości nie przyzwyczaić i nie uśpić ich czujności. No i niedoczekanie, żebym się nudziła w kuchni, a podczas przyjęcia kryła zmęczenie i irytację. zapiski-tesciowej 2009-09-08 13:10:03 skomentuj (17) 378 Czytam sobie okolicznościowo. Późną jesienią 1939 mieszkanie państwa Jurandotów przy ul. Poznańskiej zostało świeżo naprawione po bombardowaniach- niemałym nakładem sił i pieniędzy. Zaraz potem wszyscy mieszkańcy domu zostali wyrzuceni i mieszkania zajęto dla oficerów SS. Jerzy Jurandot i Stefania /z d. Grodzieńska/ przeprowadzili się więc do teściów. Stefania Grodzieńska: „…Teściowie byli równie niepoważni jak my, więc nasze urządzanie się przebiegało wśród żartów i śmiechów. Nagle, ni z tego, ni z owego, zaczęłam płakać. Rozkleiłam się na myśl, że ostatnie legalnie zarobione pieniądze poszły na odbudowanie dla szwabów zbombardowanej przez szwabów ściany..." A co na to mąż? "... - Uspokój się! Nasi im tę ścianę zburzą z powrotem! …” zapiski-tesciowej 2009-08-31 09:25:03 skomentuj (5) 377 Dwie opowiastki wpadły mi w uszy w ciągu dwóch godzin. Opowiastki o straconych i odnalezionych portfelach. Pierwszą opowiedział mi Wojtek, który przebywa w Cambridge, na wakacyjnym kursie językowym. Doniósł, że zadowolony, że ludzie uśmiechnięci, że może się wyłożyć na trawniku. Że mnóstwo Polaków wszędzie. I że skradziono mu portfel. I zaraz potem, że ktoś chciał zapłacić jego kartą, którą kelnerka zatrzymała i zgłosiła to na policję. Wkrótce policja dostarczyła portfel do szkoły oznajmiając, że złodziej został złapany i że jest nim – Polak. Wojtek zaczął się przedstawiać jako… Słowak. Drugą historyjkę przyniósł Staś. Przytoczył opowiadanie kolegi, do którego zgłosił się znalazca jego portfela. Kolegą stwierdził, że co prawda gotówka /50 zł/ zniknęła, ale dokumenty są i znalazcy należy się sto złotych. - Dwieście – twardo rzekł znalazca. Kolega nie dyskutując dał dwieście. - Wiem, że pan jest lekarzem – dodał miło znalazca. – Może w takim razie przy okazji obejrzy pan moją nogę… Może zresztą nie są to historyjki o portfelach. zapiski-tesciowej 2009-08-21 13:07:03 skomentuj (32) 376 - Pokażę wam aparat, jaki sobie sprawiłem! - mówi Tomek i aż poleciał do samochodu, żeby go przynieść i się nim pochwalić. Pociąga pociągadełko, a aparat wydaje znajomy z przeszłości cichy terkot… Jakby film się przesuwał? Sztuczny dorobiony dźwięk, jak w samochodach pozorowane pikanie migaczy? To takie gadżety teraz robią, co stare aparaty naśladują? Wojtek zagląda, gdzie ekran (wyświetlacz), i z zaskoczeniem patrzy na matówkę. A to aparat za grosze sprzed wielu lat… i jak dawniej, robić nim można zachwycające zdjęcia, jakie się chce, a nie tylko nastawiając jedną z kilku opcji. Tomek zresztą nieraz robił świetne zdjęcia np. dziecinnym aparatem swojej siostry, bo wierzcie mi, można pięknie fotografować pudełkiem z dziurką, można też robić prześliczne, zamyślone rysunki kredkami swojego dziecka, jak moja Olga. Staś wyciąga z głębi szuflad zapomniany aparat swojego ojca, który błyskawicznie budzi żywe uczucie u Tomka. - Myślałam, że to jakieś badziewie enerdowskie – wyrwało mi się i żebyście widzieli Tomka urażone spojrzenie, jakie mi posłał (ała, zła, zła teściowa)… Stwierdza, że w aparacie, którego nikt z nas nie umiał uruchomić, jest film i kilka naświetlonych klatek sprzed trzydziestu chyba lat… Z eleganckim szelestem wysuwa się na czarnej harmonijce obiektyw i Tomek robi jeszcze kilka zdjęć (Wojtek obserwuje osłupiały). W napięciu czekamy na wywołanie filmu. Co tam może być ? Obraz z zaświatów, dalszy ciąg, wywołanie-przywołanie czegoś, co się zatrzymało tyle lat temu i czekało, unieruchomione w ciemności... zapiski-tesciowej 2009-08-15 19:51:55 skomentuj (6) |
2009 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec |
||||
| copyright by wmdesign 2006-2007 | ||||||