zapiski teściowej
 
księga gości


Kraków
zaulkowy
dawny Kraków
adanti
przewodnik
day by day
wg Świętoszka

po znajomości
silene
tomek

gazetki
nowy pompon
pinezka
2plus3d

twórczo
grzela
niepublikowany
footszak
chainchange
cebrita
dogin
vontrompka
trzaskprask
argentyna
banksy

czytam:
palpitacje mózgu
listopad
sprawunki
ds
epilia
pułkownik
radocka
salonslytherin plus linki
matka dzieciom
ostry
agnieszek
lumpiata
fanaberka
czerwona sukienka
soleil
cloudy plus linki
dom na guziki
kociubinska
druga mama
zimno
yours
pjotruska
gretta
bigapple
małgosia, babcia
matkapolka
zamorscy
opowiastki ladonny
pierwsza klasa!
chuda
 
399

o, o, tu się dziś kompromituję...

zapiski-tesciowej 2010-03-05 12:10:54
skomentuj (20)
398

Mam od zawsze skłonność do idiotycznych sytuacji, w które popadam sama, przez swój nawyk najpierw mówienia, a potem myślenia. Do niektórych palnięć Wam się przyznałam, do niektórych nie, i np. dalszy ciąg pewnej opisanej tu kiedyś historyjki zna ode mnie tylko Skierka.
Nie tak dawno poznaliśmy parę bardzo przyjemnych ludzi, przyjaciół naszych przyjaciół. Rozmawiając o różnych rzeczach wspomniałam o konieczności posrebrzenia na nowo naszych niektórych sfatygowanych przedmiotów – półmiska, koszyczka na chleb i takich tam. I okazało się, że pan pracuje w branży i chętnie nam to zrobi. Umówiliśmy się za jakiś czas, i oto mam odebrać te przedmioty.
Idę, idę, brnę przez śniegi, i myślę, jak tu nie pozwolić na niechybne obniżanie ceny usługi z powodów towarzyskich…

Może powiem tak: „Och nie, Tadeuszu, nie tak miał zacząć się nasz romans…”.
Ale nie, co za jakieś flirty, ledwie się znamy, żona się może obrazi, ja wyjdę na niewiadomoco.

Więc może tak: ”Nie, nie, to za tanio, co powie mój mąż, o co będzie mnie podejrzewać?”.
Też dwuznacznie i głupio.

Może więc… nie, lepiej nic nie planować, zobaczę, co chwila przyniesie, a nie tworzyć jakieś spekulacje. Po prostu mam nie zgodzić  się na za niska cenę i już.

Oglądam więc błyszczące jasnym srebrem naczynia / niestety, parę miesięcy muszę poczekać, aż zyskają patynę i urodę/ i pytam o cenę usługi-przysługi, i już wiem, że tyle a tyle.
- Ejże, naprawdę tylko tyle? Spodziewałam się zapłacić więcej! Zastanów się, bo chciałabym w przyszłości skorzystać jeszcze z twojej uprzejmości.
- No –odpowiada Tadeusz – od człowieka z ulicy może wziąłbym wiecej, ale od ciebie...
No tak, właśnie na to nie chciałam pozwolić. Odpowiadam więc bez namysłu:
- Ależ proszę cię, właśnie chcę, żebyś mnie potraktował jakbym była z ulicy…

zapiski-tesciowej 2010-02-18 00:16:06
skomentuj (13)
397

W pewnym momencie mojego dojrzałego życia niespodziewanie zaczęło się roić od przystojnych mężczyzn wokół mnie:
Dobrą passę zaczął syn /do atrakcyjnego męża już przywykłam/, potem znaleźli się zięciowie, niedługo potem wnuk jeden, drugi.
I teraz trzeci...

Nie ma co ukrywać, trzech wnuków to już Gromadka Wnuków.

Siwy koczek, chusta w kratę, robótka mi teraz przystoi, że tak spytam w przestrzeń kokieteryjnie?
Oczywiście po to, aby nie zdradzić się przed Wami z radością, dumą, wzruszeniem, szczęściem.

Oglądam w kółko piękny film, który Tomek zaraz przysłał, gdzie Natalia patrzy na synka w jego pierwszej minucie życia tutaj, a potem na męża /mówię Wam, wydawajcie córki za operatorów filmowych/…

A Wojtek to stał się prawdziwym Kaczorem Donaldem z trzema siostrzeńcami, ot co.


zapiski-tesciowej 2010-02-10 22:21:07
skomentuj (22)
396

W szatni przedszkola, gdzie uczęszcza Karol, i już po wakacjach będzie bywał i Kuba, było kilka osób. Jak zwykle nie spieszyliśmy się, w przeciwieństwie do większości. Z babciami jest zawsze więcej czasu.
Naszą uwagę zwróciła jedna z mam, która szybko i wesoło pogadywała z córeczkami po angielsku. Dziewczynki odpowiadały w zawrotnym tempie, śmiejąc się. Karol zna je i rozmawia z nimi polsku /ojciec panienek jest Polakiem/, a tu nagle ten angielski… A trzeba wspomnieć, że osłuchany jest z angielskim i używa go w rozmowie i w zabawach, ale raczej w wersji dla uczących się dzieci /powoli i wyraźnie/.
Kuba nie zobaczył w tym nic specjalnego i dalej sobie hasał, natomiast Karol… niezwykła dla niego scenka wprawiła go w osłupienie.
Stał więc nieruchomo, z rączkami odsuniętymi od tułowia, wpatrując się intensywnie w miłą panią, która zajęta była - jak to w szatni z dziećmi.
Stał tak trzy minuty.
Ja trzymając się za buzię czekałam.
Po tych trzech minutach Karol ocknął się, podszedł do tej angielskiej mamy i powiedział z szacunkiem i powagą:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

…………

Angielska mama poważnie i życzliwie odpowiedziała „na wieki wieków, amen”, a ja i siostra zakonna, która tam akurat przebywała, znalazłyśmy się o wiele gorzej: trzęsąc się ze śmiechu, z głowami schowanymi w cudzych kurteczkach.

zapiski-tesciowej 2010-02-08 12:26:20
skomentuj (8)
395

Piękna babcia Eugenia na  fotografi  prześlicznie zawsze ubrana i zachwycająco zadbana, budzi mój zachwt  klasą, urodą, szlachetnym profilem.  Mąż, poeta, o którym kiedyś wspomniałam, nie był jej oparciem - pracowała ciężko. Znałam i dobrze wspominam tylko drugiego jej męża, dla odmany – tenora. Opuściła mnie wcześnie, ale pamiętam ją wesołą, już okrągłą, wołającą  mnie lekko zachrypniętym głosem na pierożki i przytulającą najmilej.

Moję córki nie są podobne do siebie, choć jeśli stanie między nimi Wojtek, widać natychmiast, że wszyscy troje są rodzeństwem.
Wojtek podobny jest bardzo do obu swoich dziadków, co po mozolnym przetasowaniu kilku wniosków świadczy, że najwyraźniej wybrałam sobie na męża mężczyznę w typie własnego ojca.
Olga z pięknym, zamyślonym spojrzeniem przypomina bardzo swoją prababcię Olgę ze strony Stasia, Natalia ma urodę swojej prababci Eugenii.

A oto zdjęcie babci Eugenii i jej prawnuczki Natalii,  i ich wspólny kapelusz, który przeniosłam na zdjęcie córki dla krotochwili:

 

Ale słuchajcie:
Za kilka dni Natalia porzuci panieńskość swojej urody, i zyska na zawsze ten niezwykły wyraz oczu, które mają dopiero kobiety- matki.
Do panieńskiej figury wróci oczywiście za dni kilkanaście, jak ją znam.
A synek, o którego urodzie wiemy dzięki wścibstwu nowoczesnej aparatury,  jest podobny do swojego ojca, Tomka.


zapiski-tesciowej 2010-01-29 23:58:39
skomentuj (2)
394

Biegłam wyświeżona na spotkanie z Małgosią, której miałam zamiar przynieść pęk tulipanów, o - takich właśnie, jakie składał już pan przy straganie na krawędzi Kleparza.
Spiesząc się, nie dyskutowałam o cenie, nie grymasiłam, że opakowanie nie takie. Dygotałam w futerku /sztucznym, no trudno/ i cienkim ubraniu, wyskoczywszy na chwilkę z samochodu, niewidocznego dla sprzedawcy /dziesięcioletnia oplica, no trudno/. Nie zauważyłam, że podałam, zamiast dwóch dziesiątek, dziesiątkę i setkę, ciemno było, i okulary miałam /no trudno/ te do prowadzenia auta. Roześmiałam się, kiedy zażartował na ten temat. Wydaną resztę wrzuciłam do kieszeni, nie do portmonetki, bo już ją wrzuciłam byłam do torby i nie chciało mi się jej szukać.
Zachwalał jeszcze urodę tych tulipanów, i na koniec dodał, zadowolony, że opróżnił ostatnie wiaderko:
- A pani to taka niekłótliwa, uprzejma i elegancka... I o pieniądze nie dba! Pewnie – lekareczka?
Lekareczka!
Musiał mieć dobre zdrowie.
Potem przypomniałam sobie, że kiedyś, w dzieciństwie, marzyłam, że wyrosnę na ekscentryczną, nieodgadnioną staruszkę.
A tu – lekareczka.


zapiski-tesciowej 2010-01-19 12:09:02
skomentuj (7)
393

Po długiej przerwie w sprawowaniu opieki nad wnukami - zresztą raptem przez dwa dni w tygodniu - wracam do regularnych zadań i jeżdżę znowu do Wieliczki.
Uregulowany tydzień, i to nie przez okoliczności /szkoła Wojtka, praca Stasia/, tylko przez własne zajęcia. Wiadomo, że jak wtorek cały dzień przy dzieciach, to wcześniej należy zrobić wtorkowe roboty. Skoro wtorek zajęty, to na pilatesa zostaje poniedziałek, i tylko poniedziałek, a nie tzw. którykolwiek dzień, bo to oznacza, że żaden. I tak dalej.
Pokratkowany tydzień to dla mnie zbawienie, tłumaczę sobie, i dla mojego rozwleczonego sposobu działania.
Od razu zaczęły znikać hałdy zaległych spraw, na przykład oprawa rysunków i prasowanie. Drobne poprawki i naprawy ubrań, które czekają miesiącami, za grosze zrobią panie w pracowni niedaleko domu Olgi i Pawła.
Tani targ.
Nie mam czasu na jedzenie bez sensu.
Ruchu trochę nie zawadzi.
Przy angielskich programach i grach dla dzieci mam nadzieję poprawić trochę rozumienie angielszczyzny ze słuchu, z czym mam największe problemy.

Bardzo te wszystkie hasła pozytywne.
Mało podobne do mnie.

Tak sobie rozmyślam przy kierownicy, ale ja jednak mam tę szczęśliwą naturę, że umiem ucieszyć się obrazkiem złapanym kątem oka, czy przelotnym myślątkiem.
Śnieg nieskazitelnie biały.
Wybieram z rozmysłem trochę dłuższą drogę , koło kopalni w górę i stamtąd na górny rynek, żeby potem zjechać uliczką obok targu w dół i zanotować w głowie widziany z góry fantastyczny obraz zimowy z malutkimi postaciami ludzi, prosto z Bruegla.
I zaraz ostro w górę, kiedy jeszcze mam czas zachwycić się i być wdzięczna Dyrekcji Na Górze, że mam luksus wyręczać córkę w szczęśliwych zdarzeniach jej macierzyństwa, a nie ratować w dramatach, które oby nigdy nie zastukały do nich.


zapiski-tesciowej 2010-01-14 23:25:40
skomentuj (4)
392

Obiad pewien noworoczny mi się przypomniał.
W poważnym wiekowo był gronie, a ja tam byłam nowa i nie wiem czemu robiłam za podfruwajkę, choć pełno wnuków pełzało zgodnie pod stołem.
W pewnej chwili dotarło do mnie, że gospodyni i dwie jej dwie przyjaciółki szeroko i z ożywieniem dyskutowały nad rosołem o instytucji …stringów.
???...
Że takie są i owakie, że mają takiego coś i owego, że przebiegają tędy i owędy, że w końcu- gdzież, że zwłaszcza- któż, że, że przede wszystkim przecież nie mogą być WYGODNE!

Znudzonej i sennej wyrwało mi się:
- Owszem, bardzo wygodne!

No i koniec, no i nie jestem już zapraszana.
Staś zresztą też nie, widocznie był współwinny.


zapiski-tesciowej 2010-01-02 23:15:57
skomentuj (10)
391



zapiski-tesciowej 2009-12-23 23:59:41
skomentuj (3)
390

Trala lala lala lala, nie musimy do reala,
Hurra hurra hurra hurra, nie musimy do karfura!...

Tak sobie wczoraj śpiewaliśmy ze Stasiem, wracając z nową  porcelaną i jodełką, mijając kolejki do wjazdów do supermarketów.
I koniec zajęć, bo córki i dobra moja teściowa zrobią za  mnie różne uciążliwe roboty, a ja tylko ciast kilkoro zrobię, i trochę  kutii. Barszcz tradycyjnie w wielkim szklanym wazonie się kisi, a sandacz czeka do ostatniej chwili.

A dzisiaj o szóstej rano, kiedy wiozłam męża na dyżur, Kraków bieluteńki cały. Śnieg zakrył równiutko wszystko, i nie wiadomo by było, gdzie jechać: zasypane jezdnie, krawężniki, oznaczenia na jezdni, a drogę wyznaczały rzędy latarni.
Czy mi się śniło, czy ja pamiętam z zamierzchłej przeszłości zamiast dorożek – sanie w Krakowie? I lodowiska wylewane na boiskach, które trzymały się przez całą zimę? I że na sanki w taki mróz, jak dzisiaj, biegłam we flanelowej koszuli i swetrze zrobionym przez mamę, a łyżwy przypinałam na kluczyk do narciarskich butów z blaszką na obcasie? I moje drewniane narty miały zapięcia kandahary?
Nie, nie mam jeszcze stu lat.

zapiski-tesciowej 2009-12-20 11:33:19
skomentuj (9)
 
2010
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
 
copyright by wmdesign 2006-2007