zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2003

VI

4 komentarzy

Luty.
Staś kupuje Natalii suknię.
Wnętrze jak beza, złoto-białe, rozproszone światełka, cichutka, radosna muzyczka, kawa, dyskretne, życzliwe młode sprzedawczynie-celebrantki. Staś natomiast zmarszczony i niezadowolony /”któżby chciał pozbywać się z domu takiej córki”/ Natalia stoi na podium wyłożonym atłasem czy czymś takim i mierzy suknię, która przeznaczona jest tylko do mierzenia i zapina się na plecach prowizorycznie na zatrzaski, zamiast na guziczki. Spód jest głęboko wycięty, wierzch się nie dopina /”moja córka niedopięta w kościele?”/. Koniec, proszę następną.
Sprzedawczyni podaje następną: staniczek pod szyję, bez rękawów, w paseczki. Spódnica z grubego jedwabiu, z przodu wąska, z tyłu fałdzista. Natalia z panieneczki w koronkowej sukience przemienia się w kobietę w toalecie o wyrafinowanej prostocie. Sprzedawczyni podaje rękawiczki 7/8 i gładki szal. Kapelusz szalony do pasa. Natalia wygląda super, tylko trochę jakby jak z „My fair lady”. Na głowie więc nic /nieletnie kuzynki będą niepocieszone, liczyły, zdaje się, każda z osobna, że będą nieść welon/.
Ja tu nie mam nic do gadania. To jest dzień Stasia i jego karty płatniczej.
Natalia w rozterce dzwoni do Tomka i próbuje mu opisać obie suknie. Oczywiście Tomek, nagle oderwany od swoich zajęć, w ogóle nie może się zorientować, o co chodzi. Muszę jednak wziąć sprawę w swoje ręce:
-Tomku, czy Natalia ma wyglądać jak śliczne wiotkie dziewczę, czy jak elegancka i seksowna kobieta?
Tomek nie jest dziecko, jasne, że jak seksowna kobieta.
Koronki precz. I tak jej poszerzały ramiona.
Dzwoni Stasia komórka, wiadomość z jego szpitala, a on:
-Przepraszam, jestem zajęty.
No nie, tego jak żyję nie słyszałam, no i nie mogłam, bo mówi dalej:
- Kupuję właśnie córce suknię ślubną.
Płaci połowę, reszta po przymiarkach. Karta zaczyna być ciepła.
Panie wobec obaw i zastrzeżeń Stasia zapewniają, że nawet jeżeli pociąg się wykolei albo będzie koniec świata, z Paryża przyjedzie kurier i suknia będzie na czas.

Oleńka, słuchając historyjek o sukni ślubnej, zapytała nieśmiało:
-Tatusiu, a czy mnie nie mógłbyś zamiast sukni kupić białego laptopa?

V

1 komentarz

To jest opowiadanie o tym, jak wydziergała się we mnie teściowa. Nie ma mowy o budowaniu, tworzeniu itd, wszak teściową zostaje się, czy się chce, czy nie chce. I tak materiał na tę nową rolę, i na następne, gotowy jest od czterdziestu iluś lat, z modyfikacjami, naturalnie. Ja tylko oglądam, co jest do oglądania, robię, co jest do zrobienia, i o niektórych rzeczach piszę, bo lubię opisy obyczajów.
Wracam do moich dawnych zapisków.
W październiku Tomkowi grozi powołanie do wojska. Od paru tygodni biedna Natalia boi się nawet o tym pomyśleć, tak się denerwuje. Tomek też się denerwuje, ale jakby mniej, a ruchy przeciwdziałające wykonuje jakby niemrawo, choć kilkumiesięczna nawet nieobecność w normalnym świecie przerwie mu znakomitą passę zawodową.
W poniedziałek ma właśnie iść na komisję, a tu w porannych wiadomościach: „Od dzisiaj wchodzi ustawa zwalniająca rocznik Tomka ze służby obowiązkowej”. Jak zwykle ma szczęście.

Święta Bożego Narodzenia postanowiliśmy urządzić jeszcze u nas, natomiast Wielkanoc spędzimy w domu mojej siostry, która ofiarowała się zdjąć nam z głowy w gorącym czasie część problemów. Jak zwykle, było sporo osób, mnóstwo kolęd i prezentów. Po wigilii zjawił się jeszcze Tomek z bratem i Paweł.
Szwagier, obdarowany srebrzystą piersióweczką i wszystkich dyskretnie częstujący zawartością, z upodobaniem rozwijał rolę jowialnego wuja, w którą wszedł jakiś czas temu /”co też wuj, proszę wuja?”/.

Styczeń.
Szukamy sukni. Mamy szczerą wolę kupić w komisie, pełno ich, podobnie jak sklepów i pracowni krawieckich w zagłębiu ślubnym Krakowa, tzn. w rejonie ulicy Długiej. Cóż, mamy pecha wejść najpierw do „Cymbeline” i niestety-niestety, nic już więcej się nie może nam podobać, z wyjątkiem świetnej przezroczystej narzutki z kapturem, na którą postanawiamy namówić Olgę przy okazji jej ślubu. Wszystko potem wydaje się przeładowane ozdobami, tandetnie wykończone albo w najlepszym razie na zniechęcających modelkach.
Wracamy do Cymbeline i Natalia z katalogu wybiera piękną, miękką, romantyczną suknię z koronkowym wierzchem.

IV

1 komentarz

Nasi przyszli zięciowie różnią się bardzo od siebie, tak jak różnią się od siebie nasze córki. I tak, jak nie porównujemy córek, staramy się nie porównywać ze sobą także ich narzeczonych. No, ale trudno nie robić żadnych analogii. W końcu obaj są pogodzeni z obrazem nas, dinozaurów: Stasia, przechadzającego się po mieszkaniu i słuchającego Goulda, w bonżurce i ze szklaneczką porto, i mnie, wkładającej książki do lodówki, myślącej przeważnie , ale o czym innym.

Natalia wielokrotnie w weekendy odwiedza Tomka w Warszawie. Malują i urządzają swoje przyszłe mieszkanie, wynajęty przez Tomka strych. Wraca potem do domu i do szkoły. Na pytania /nie nasze/, czemu od razu z nim nie zamieszka, odpowiada, że nie zamierza tego zrobić tatusiowi!

III

4 komentarzy

Pewnego razu wyraziłam przy Oli i Pawle opinię, że, aby przy wyborze miejsca zamieszkania sprawiedliwości stało się zadość, należy mieszkać w jednakowej odległości od domów rodzinnych obojga młodych. W tym celu najlepiej wziąć plan Krakowa i cyrkiel i zakreślić jednakowe kółka na planie. Użyli chyba jednak globusa i obliczyli najdłuższą średnicę, bo niedługo potem oznajmili, że wyjeżdżają do Nowej Zelandii…

II

Brak komentarzy

Rok później Paweł /marynarka, golf, bukiet kwiatów mieszanych/ w podobnych słowach wyjawił nam zamiary co do Olgi, naszej starszej córki. Tym razem wiedziałam, dlaczego mamy zostać w sobotę po południu w domu. Pierścionek Olga nosiła od tygodnia, chowając go gwałtownie za każdym razem, kiedy na niego spojrzałam. Ale po paru dniach, w środę, pokazała go – no i zagospodarowała nam tę sobotę.
Było to tuż przed naszym wyjściem na koncert i Staś nie zobaczył w tym nic interesującego, dopóki na przerwie nie zasugerowałam, że może przydałoby się uzupełnić braki w barku jakimś szampanem, bo być może wkrótce będziemy spełniać jakieś toasty… Zrobił wielkie oczy i wreszcie może docenił to, co córki nazywają z powagą i szacunkiem, mam nadzieję, „specyfiką serca matki”. Chyba nie bardzo wiedział, co grają w drugiej części koncertu / ja nie słyszałam już pierwszej/.
Natalia już po raz któryś przecierała szlak. Mogliśmy wyrazić swoje zadowolenie z ich planowanego małżeństwa nie zacinając się z wrażenia.

I.

4 komentarzy

W lutym zeszłego roku zostałam kandydatką na teściową, obdarowaną bukietem żółtych tulipanów z ostrymi płatkami. Pojechaliśmy na egzamin Natalii do Katowic z zamiarem odwiedzenia przyjaciół i pozostania u nich na noc. Natalia jednak poprosiła, abyśmy wrócili do Krakowa, że jej na tym zależy. Odbyliśmy więc tylko krótką wizytę.
Po powrocie do domu usiedliśmy sobie przy herbacie i nie minęło wiele czasu, kiedy zjawił się Tomek.
Zwykle zjawiał się z pojedynczą różą dla naszej panny. Tym razem był to bukiet, lekko się chwiejący z przejęcia. Tomek wszedł – od kuchni – i stojąc z Natalią u boku oznajmił, że postanowili się pobrać. Wstaliśmy jednocześnie ze Stasiem, zaskoczeni i ucieszeni. Zaskoczeni, nie, że tak nagle, znali się przecież od 6 lat, ale że to oto już właśnie jest ten czas. Ucieszeni, bo cenimy i lubimy Tomka.
Tomek włożył koszulę na cześć tego wydarzenia, co prawda wyłożoną na spodnie, ale koszulę, i to wyprasowaną. Pokazali pierścionek, który Natalia dostała od Tomka i ogłosili, że pobiorą się za rok z hakiem /ja tyle nie czekałabym z własnym ślubem/.
Ślub konkordatowy, nieco bardziej skomplikowany niż podwójny, cywilny i kościelny. Przy nalewce wiśniowej wyciągnęłam starą książeczkę, w której cytowane były zasady form towarzyskich pani de Stael dotyczące narzeczeństwa i małżeństwa. Nadmieniłam Tomkowi mimochodem, że chyba zdaje sobie sprawę, że posag dawno przejadł…

Wkrótce będę teściową po raz pierwszy.
Niedługo potem znów będę teściową, kogo innego.
Myślę, że potem jeszcze przynajmniej raz zostanę teściową, ponieważ mam troje dzieci.
Na szczęście najmłodsze, Wojtek, ma 10 lat.


  • RSS