zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2004

LVIII

9 komentarzy

100 dni do ślubu.

Mam w domu spory zbiór opisów obyczajów, także towarzyskich. Porównywanie podręczników savoire-vivre / a także poradników dotyczących zdrowia, czy gospodarstwa domowego/ z różnych epok jest dla mnie żródłem nieustającej uciechy. Bardzo mnie interesują obserwacje przemian i przenikania się obyczajów. Obserwacje, podkreślam, a nie udział w obrzędach. Córki mają to po mnie, tę niechęć do manifestacji.

„Ostatni raz…”, „pierwszy raz…” odnoszące się do losów par nie mają większego znaczenia dla obrzędowości i raczej przestają istnieć jako okazja do publicznego świętowania. Samo „przekraczanie progów” także, mam na myśli obyczaje świeckie. Np. dość popularny zwyczaj oczepin, który, jak sama nazwa wskazuje, polegał na zastąpieniu wianka – czepkiem mężatki /i bywał zwiazany z dość drastycznymi, wręcz ponurymi czynnosciami na uboczu albo i nie/. Obecnie oczepiny są raczej konkursem, której dziewczynie uda się schwycić welon.

Wieczór panieński i wieczór kawalerski kiedyś bardzo różnił sie w charakterze, choć cel był ten sam: pozegnać się z dotychczasowym życiem przed momentem przełomowym. Zabawy panien i kawalerów teraz mają coraz więcej elementów jednakowych: tyleż samo używają używek i gustują w tańcach osób płatnych przy rurce /nie mogę odżałować, że nie dane mi było w swoim czasie takie przeżycie/.
Rozdzielność według płci w szkole, w kościele, rozdzielność obowiązków typowo kobiecych i męskich, w ogóle rozdzielność światów kobiet i mężczyzn, dopóki istniała, powodowała, że momenty styczne iskrzyły, że ha! Natomiast jeżeli na wieczór panieński i kawalerski idzie się z mieszkania wspólnie zamieszkałego, sensu to specjalnego nie ma, jest tylko sympatyczną zabawą bez specjalnego znaczenia.

Opisywano mi parę narzeczonych, gdzie on przykładnie spędził dzień przed ślubem na paintball’u, a ona przykładnie w restauracji w damskim gronie, przy daniach uformowanych przez kreatywną obsługę / inspirowaną przez Natalię/ w najfrywolniejsze figury.

Spotkałam się też następujacym rozwiazaniem: narzeczona pofiglowała z przyjaciólkami w jednym lokalu, narzeczony z kawalerami w drugim, po czym wszyscy spotkali się w trzecim i bawili się świetnie.
I, moim zdaniem, charakter wydarzenia rozmył się…kompromis zaciera wyrazistość.

Nasi narzeczeni – Olga i Paweł – urządzili… studniówkę, zamiast przyszłych wieczorów panieńskich i kawalerskich! Studniówka, urządzona u Pawła w mieszkaniu, udała się ponoć znakomicie, chociaż Olga wróciła do domu jeszcze w tym samym tygodniu.
Studniówka!
Koniec zabawy, zaczynają się schody?

LVII

3 komentarzy

Wracając do poetyki ślubnych tekstów zaproszeniowych: syn naszych przyjaciół takie oto zdanie zamieścił na zaproszeniu, wśród wielu innych, równie malowniczych:
„uprasza się gości o zabranie prezentów ze sobą do kościoła, gdyż tak cenne przedmioty, pozostawione na parkingu, mogą stać się łupem złodziei” …

LVI

14 komentarzy

Niedawno:
- Poproszę o mandarynki z pestkami.
- Mam tylko bez pestek.
- Ale to dla teściowej!
- Aaa, to co innego…

Taki oto dialog wykonał mój zięć, Paweł, wraz ze sprzedawcą.
A ja zmobilizowałam rodzinę, aby mi pozbierała pestki, o które rzeczywiscie dzisiaj trudno. Potrzebuję je na likier mandarynkowy, który postanowiłam zrobić, zachęcona przez Alicję B. Toklas.

Uwaga: dobra teściowa wie, że koleiny ludzkich skojarzeń są wieczne.
Nie ma złudzeń.
Nie ma zmiłuj się. Stereotyp jest nie do zdarcia.
Nikt nie uwierzy, że moje prawdziwe JA w głębi swojej istoty wygląda tak!

LV

4 komentarzy

Natalia zagrała przepięknie koncert dyplomowy, a właściwie pierwszą część dyplomu.
Tomek przyleciał z Warszawy do Krakowa, podjechał taksówką z lotniska do Zabierzowa, gdzie dogonił pociąg do Katowic, wysłuchał koncertu, pobiegł na dworzec i ponieważ od braw do odjazdu było dwanaście minut, zdążył jeszcze coś przekąsić w biegu. I wrócił do pracy.

LIV

9 komentarzy

Ola projektuje zaproszenia, które znajomy ofiarował się wydrukować. Najchętniej widziałaby je na szarym papierze z niby-maszynowym pismem, ale to nie przejdzie przy Pawle, który chciałby jednak nieco celebry na własnym ślubie. Będzie więc zaproszenie na grubym papierze z tajemniczym rysunkiem Oli. Tekst standartowy w rodzinie, że z radością zawiadamiają, że ich ślub itd.

Mieli inne propozycje:

„Serdecznie znudzeni przedłużającym się narzeczeństwem…
postanowili położyć temu kres.
13.00!
ul loretańska 14!
MUSISZ TO ZOBACZYĆ!”

Ja tam proponowałam zawidziany gdzieś /L. Manturzewska?okolice?/ tekst:

„Panna Olga M.
godzi się związać losy swojego konta
z losem konta pana Pawła M.”.

Ale oczywiście nikt nie liczy się z matką.

LIII

19 komentarzy

Styczeń 2003

Wojtek do Olgi:
-To kiedy macie te kursy przeciwmałżeńskie?

LII

5 komentarzy

Dzień przed Wigilią byłam w kinie.
Która pani domu doznała czegoś takiego?

Zawsze robiłam wszystko na ostatnią chwilę, uważając nie bez racji, że wszelkie decyzje dokonane w stanie najwyższej mobilizacji będa celne. Płaci się oczywiście za to skrajnym zmęczeniem. Podczas studiów na przykład, kiedy przychodził czas oddawania projektów, wszyscy chodzili nieprzytomni /za wyjątkiem mojej przyjaciółki Joli, która projekty oddała już dawno, a teraz spokojnie robiła prace zlecone/. Ja na wszelki wypadek chodziłam wtedy -po szarym dość Krakowie- we wściekłoróżowym wdzianku. Żeby tramwaje mnie śpiącą spostrzegały w porę…

Jedna córka stanowczo wyjęła mi z ręki pieczenie ciast, druga jak błyskawica dokończyła sprzątania i zadysponowała przemocą wyjście do kina. W puściutkim Multikinie tylko kilka bezdomnych par i liczne świąteczne promocje. A film z głupim Hugh Grantem i ze śliweczkami w czekoladzie /nie wiem, co słodsze/.
Mruczałam rozkosznie przez całe święta. Trudy macierzyństwa…Oto nadszedł czas zbierania śmietanki…
Wojtusiu, nie budż mnie ze snu.

Uwaga: rozmarzona teściowa, to dopiero dobra teściowa!

LI

8 komentarzy

Lubię moich zięciów. Jak zresztą nie lubić Tomka, którego jednym z pierwszych zdań, jakie w naszym domu powiedział /ujrzał rozłożone sztalugi/, było zwrócenie się do Natalii:
- Jak to, twoja mama jest ARTYSTKĄ? I ty się nie pochwalilaś?!
Miał wtedy szesnaście czy siedemnaście lat, a tu proszę, jak bezbłędnie zastosowana socjotechnika.
Jak nie lubić Pawła? Kiedy pierwszy raz przyszedł do nas i usłyszawszy, że zwracam się do niego „panie Pawle..”, natychmiast zażądał, aby mówic do niego po imieniu, bo, ponieważ zakochał się w Oli po uszy, i tak zamierza bywać tu często..

Uwaga: Teściowa obdarzona zręcznym komplementem lub miłą bezpośredniością to teściowa w dobrym humorze, a teściowa w dobrym humorze to dobra teściowa.


  • RSS