zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

LXVIII

4 komentarzy

c.d. wspomnień sprzed dwudziestu lat…

Przyjechaliśmy trzy minuty przed ślubem – a wieźliśmy dla panny młodej „ćwierć wianka z woalką”.
W dodatku starzy żeglarze pilotowali samochód przez Wrocław wydając komendy w rodzaju „trzydzieści stopni, zwrot przez sztag” i „cała naprzód na lewą burtę”…

Opowiadamy sobie i dziecku, jak potem panowie gorączkowo przebierali się przy wszystkich, bo nie było gdzie, w holu w wizytowe ubrania.

…Jak nie mogłam się dopchać do przodu, tylu było energicznych harcerzy i żeglarzy i ja, jedyna krewna panny młodej, stałam gdzieś w drzwiach i nic nie widziałam.

…Jak wcześniej Jurek leciał wymienić bukiet, bo zamiast ze storczyków, zrobiono go z koszmarnych, podobnych do papug strelicji czy czegoś.

…Jak żadna fryzjerka nie umiała wtedy upiąć długich włosów, i Monika zrobiła sobie fryzurę do ślubu taką, jak zwykle, w cztery sekundy i przy pomocy jednej spinki.

…Jak w czasie imprezy w domu, bez tańców, bo był post i żałoba / termin ślubu przeforsowali, bo Jurkowi zaraz po śmierci mamy, a więc i po opiece nad nią, groziło wojsko -w stanie wojennym, jak się rzekło/, jak więc zabawialiśmy się kręceniem filmu z rozpakowaniem prezentów, którymi się okazały w większości wagi łazienkowe, bo właśnie ich kolej przyszła na rzucenie do sklepów we Wrocławiu – a był przecież stan wojenny itd….

…Jak to malowałam, zamiast tradycyjnego portretu przodka, portret tyłka…

…Jak wracaliśmy do Krakowa nocą na jutrzejszy ślub kościelny, wioząc przy okazji transport nielegalnych wydawnictw, jak wtedy wszyscy w Polsce, i zatrzymani przez milicję robiliśmy za weselników, którymi przecież byliśmy, tyle, że raczej trzeźwi…

Ale potem wspominamy i to, jak Monika ciężko chorowała tuż przed ślubem i Jurek, który niedawno stracił matkę, parę lat nie wstającą z łóżka, teraz pielęgnował narzeczoną, przybyłą mu pomagać w remoncie mieszkania, i nie mogącą się podnieść z powodu bólu kręgosłupa… I jak ja cyrklowałam ze ściśniętym sercem na nowo suknię ślubną, bo kiedy Monika wreszcie wstała, nie mogła stać prosto i suknia leżała nierówno…

Wniosek oczywisty – wspomina się rzeczy barwne, prozę życia, obfitszą wszak, pomijając.

LXVII

8 komentarzy

Przyjeżdża Monika.

Moja niezawodna siostra, snując wspomnienia sprzed dwudziestu lat, gładzi burze w sercu siostrzenicy, ale i budzi w moim dziecku zazdrość opowiadaniami barwnych historyjek ze swojego ślubu. Ola uważa, że na ich ślubie nic wartego opowiadania się nie wydarzy.
Zobaczymy.

Tymczasem wspominamy sobie chętnie, jak to jechaliśmy z innymi gośćmi zdezelowanym mikrobusem do Wrocławia na ślub cywilny Moniki i Jurka, pędząc na łeb, na szyję. Skręciliśmy sobie bowiem wcześniej do Oławy, gdzie była fabryka obuwia i zrobiliśmy tam zakupy obuwnicze na długie lata /był to stan wojenny/.
Kierowca -jeden z gości- widząc w lusterku moją przerażona minę, odwrócił się powoli, jadąc cały czas 120 na godzinę, uśmiechnął się uwodzicielsko i powiedział z rozmarzeniem:
-Lubię, jak kobiety się mnie boją…

LXVI

15 komentarzy

Oto obrazek, na którego tle stoi szkatułka.

saudek1.jpg

Do tej szkatułki mąż mój wkłada pieniądze na utrzymanie domu.

LXV

4 komentarzy

Walentynki.

Ola i Paweł świętują je w La Stradzie, coś przez nas wszystkich ostatnio nawiedzanej restauracji, przy dzbanku wina i różnych pysznościach.

Wojtek szaleje na szkolnej dyskotece, gdzie, jak się zwierzył „przełamał się jakoś i tańczył z laskami”. Dostał walentynkę z następującą korespondencją: „w dzień świętego Walentego kocham ciebie na całego” od swojej nowej dziewczyny. Poprzednia, którą kochał gorąco, wiernie i z wzajemnością przez dwa lata, już jest wymazana z życiorysu.

Uwaga:
dobra kandydatka na teściową darzy wszystkie dziewczyny syna nieprzesadzoną sympatią i spokojnie czeka na rozwój wypadków.

Staś zachowuje się niekonwencjonalnie i wręcza mi zakupy ze słowami:
- Według staropolskiego obyczaju w dzień świętego Walentego ofiaruję ci ten oto chleb i sól! I pomidory.

LXIV

4 komentarzy

Twierdzą, ze nic już nie idzie po ich myśli.
Hm.
Cisną się na usta /i wypływają/ nasze złote przestrogi, poniewczasie, jak to zawsze bywa:

1. Było dać się narzeczonemu porwać.
My w końcu i tak damy się przebłagać i nie umkniemy błogosławieństwa ni grosza, oczywiście po stosownej pokucie.
W ogóle córki wychowywaliśmy, no, niech będzie, JA ja wychowywałam w tym duchu, sugerując informację od niechcenia: „ale, ale, czy mówiłam wam, że wyszłam zamąż w czwartek?”.
Nie udało się z żadną.

2. Było urządzić ślub i wesele co najmniej na Babiej Górze.
Kto życzliwy, to i tak się zjawi, przyjdzie, przyleci helikopterem lub każe się przynieść, a co komu po innych gościach, niż życzliwych?

3. Było dorosnąć, usamodzielnić i wyprawić się z domu, po czym zaprosić rodziców i gości na ślub i przyjęcie według swego gustu.
Błogosławieństwo wedle zapotrzebowania, grosz wedle możliwości. A ile mniej kłopotów!

4. Było wziąć ślub i po godzinie pojechać w podróż poślubną, a goście i tak będą się dobrze bawić. Ale Paweł jest człowiekiem odpowiedzialnym, w przeciwieństwie do swojego przyszłego teścia, który zaproponował to rozwiązanie, sugerując się swoim własnym ślubem!

Jedno jest pewne – nie da się siedzieć okrakiem na barykadzie i zsiąść bez obrażeń.

LXIII

3 komentarzy

Olga w skrajnej desperacji.
Zaniedbali zaklepać na amen termin ślubu w kościele i okazało się, że ślub możliwy jest tylko o pierwszej lub o ósmej wieczór. Uznali to za kroplę przelewającą kielich goryczy, jakim są widocznie dla nich przygotowania do ślubu.
Wciąż najwięcej kontrowersji budzi forma przyjęcia weselnego.
No, niechże mi się to zdanie wyrwie: faktycznie jedną z przyszłych teściowych trudno zadowolić.

LXII

7 komentarzy

Dialogi małżeńskie, podczas mojej niedawnej wizyty w Warszawie:

Natalia klnie zawile za drzwi łazienki:
- Wrrrrr……ten cholerny gaz!!!!………wrrrrrrr……… cholera jasna!!!!!…….wrrrrrrr
Tomek spieszy do łazienki.
Natalia:
- Dlaczego nie pukasz?! Wrrrrrrr!!!!!!………………….
Tomek, żarliwie:
- Ale ja z ratunkiem!
Natalia:
- To dlaczego bez sygnału?!

LXI

11 komentarzy

Aneks do poprzedniej notatki- oto nasza biblioteka /fragment/ z pierwszych lat małżeństwa…rysunek mój, z natury:
rys-biblioteka1.jpg

LX

16 komentarzy

Olga nadmieniła przy niedzielnym urodzinowym śniadaniu:
- Mam już 786 książek, z własnym exlibrisem!
Zerwaliśmy się, Staś i ja, z przerażeniem – rany boskie, nasze dziecko wychodzi za mąż nawet bez własnego głupiego tysiąca książek?! Rzuciliśmy się przeglądać bibliotekę i kiedy liczba książek Olgi zaokrągliła się do ośmiuset, wróciliśmy, częściowo uspokojeni, do śniadania.

LIX

10 komentarzy

90 dni do godziny zero:

Wizyta rodziców Pawła w naszym domu.
Ojciec, miły starszy pan z czerstwą cerą, który gościł u nas przelotnie i niespodziewanie z Pawłem, oraz postawna mama. Ożywiona atmosfera konwencjonalnych rozmów o dzieciach jeszcze nabiera rumieńców przy ustalaniu formy wesela.
Uuu…Trzeba będzie jednak wszystkich gości zaprosić do kupy w jednym lokalu. Dzieci zbuntowane, wyobrażały to sobie inaczej. A przecież i tak, zanim same doszły do porozumienia, czego właściwie chcą, sporo czasu upłynęło.
My wolelibyśmy tak, jak przyjęcie Natali i Tomka: zasiadany obiad dla rodziny, hulanki oddzielnie dla młodzieży i gości tańcujących, z bufetem.
Ale też nam w zasadzie wszystko jedno i chociażby z tego powodu skłaniamy się do zaakceptowania pomysłów młodzieży.
Rodzice Pawła wyobrażenia o weselu mają raczej tradycyjne i solenne.

Biegamy kilka dni póżniej z mamą Pawła po wybranych lokalach. Dziwne, ale przy trzech, właściciele, sprawdzając możliwość rezerwacji, oznajmiają:
- Był już tutaj pewien starszy /!/ pan i wstępnie zarezerwował…zaraz, zaraz, nazwisko… M.?
Dr. M. Nic nie mówiąc nikomu, już był, wszystko przewidział, zarezerwował. Ale jak przewidział, że najbardziej teściowym będzie się podobać Campanile na św.Tomasza?
Zna się na kobietach, czy na restauracjach? Na jedną i drugą możliwość spoglądam z ukosa.


  • RSS