zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

Ślub…
Piękny niewielki kościół Kapucynów cały w słońcu.
Wnętrze kościoła zalane światłem.
Goście już czekają w środku.
Ksiądz Waldemar wita w przedsionku i sam prowadzi pańswta młodych do ołtarza.

I msza.
Świetna muzyka. Bach i Franck.

Brat pana młodego, Tomasz, czyta list św. Pawła do Rzymian:

„…Miłość niech będzie bez obłudy. Miejcie
wstręt do złego, podążajcie za dobrem. W miłości braterskiej bądźcie sobie życzliwi. W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie Nie opuszczajcie się w gorliwości. Bądźcie płomiennego ducha. Pełnijcie służbę Panu. Weselcie się nadzieją. W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie wytrwali. Zaradzajcie potrzebom świętych. Przestrzegajcie gościnności.
…Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi. Jeżeli to możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi.
Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.”

Starszy syn Tomka, Arek, służy do mszy,
Brat panny młodej czyta intencje /może i Wam się tekst przyda?/:

„…Módlmy się za Olgę i Pawła, aby łaska, jaką jest miłość dana im przez Boga, pomagała im we wspólnym życiu.
Módlmy się za Rodziców Olgi i Pawła, aby Bóg zachował ich w zdrowiu i radości i pozwolił im się cieszyć owocami ich miłości i pracy.
Módlmy się za wszystkich, rodziny i przyjaciół, którzy przyszli tutaj, żeby dzielić z Olgą i Pawłem ich radość. Niech Boże błogosławieństwo będzie dla nich nagrodą za przyjaźń i dobre myśli, jakimi otaczają młodą parę.”


Tomek i siostra Pawła, Marzena, fotografują, brat Pawła kręci film.
Słowem, rodzinna obsługa.

Kazanie – o drodze. Ksiądz z uznaniem mówi o młodych, którzy sami wybrali list o trudzie i o szczęściu nie otrzymanym, ale zdobywanym.
Przysięgę wygłaszają sami, patrząc sobie w oczy.
Jeszcze marsz Mendelssohna /ale nie ten, co myślicie…/
I już…

Na małym dziedzińcu gwarno i tłoczno.
Życzenia się nie mieszczą i fruwaja w górę..
Ja tam im życzyłam, żeby im było zawsze zielono.

Obsypani grosikami -ha! kasę najwidoczniej będzie trzymać mąż, ponieważ Ola z ulgą i zadowoleniem, nie zważając na protesty koleżanek, złożyła zebrane przez siebie pieniążki w jego ręce.
Robimy jeszcze wspólną fotografię. I spacerkiem ruszamy przez planty i rynek do hotelowej restauracji.
Krzyś – brat stryjeczny panny młodej- troszczy się o suknie Olgi/ że wlecze się po ziemi i będzie zniszczona/ Odpowiadam beztrosko, że jest wszak jednorazowa!

Dzisiaj ślubów zatrzęsienie.
Dziennikarz na rynku podchodzi i prosi o wywiad. Znów fotografia, która nazajutrz nazajutrz ukazuje się w reportażu o licznych ślubach, w Dzienniku Polskim. Olga z premedytacją robi minę pt.”Nancy Reagan” /spojrzenie na męża hen, hen z dołu, ze wzniesionymi wiernopoddańczo oczami, ćwiczone w rodzinie od lat/.

I już jesteśmy w Campanille.

XCIX

5 komentarzy

Czekamy na Pawła i jego rodziców. Dzwonek, Olga omdlewa /jednak!/, rzucamy się do drzwi.
- Wyjdzie Wojtek na podwórkooo?- pyta dziewczę na rolkach i nie rozumiejącym wzrokiem wodzi po nas, wybuchających nieco histerycznym śmiechem.
Przyjeżdża Paweł z rodzicami i siostrą oraz świadkowie.
Mama Pawła na niebiesko.
Ola piękna i uroczysta, Paweł wytworny. Nie panikuje.
Błogosławieństwo.
Jedziemy.

XCVIII

2 komentarzy

Niezawodna instytucja siostry.
Natalia czuwa nad wszystkim. Np. nad stanem butów.

Wygląda na to, że śluby w naszej rodzinie polegają głównie na kupowaniu butów. Natalia /oczywiście/ przygotowywała tacie te nieszczęsne buty i woła, że są do niczego! Spokojnie sobie pękły w poprzek podeszwy, bo mój niewrażliwy na codzienność mąż kupuje nowe buty dopiero wtedy, kiedy stare spadają mu z nóg.
Kiedyś, w latach osiemdziesiątych, patrząc na ogromną kolejkę przed sklepem z obuwiem, rzekł z zastanowieniem:
- Spójrz, ile ludzi! A nikt nie jest boso…
Pojechaliśmy prędko kupić wizytowe buty, Staś z bardzo nieszczęśliwą miną, bo tym razem z naprawdę ważnego powodu nie mógł sobie pogrymasić pół dnia, a kupić za tydzień, tak jak lubi.

Uważa się za najbardziej poszkodowanego.

Nie dość, że wydaje córkę,
którą ma,
to jeszcze wydaje pieniądze,
których nie ma.

XCVII

8 komentarzy

Dzien Zero

Przepiękna pogoda! Śliczny wiosenny dzień, świeży i jasny /przypominam-rok temu!/

Olga z dziwnym doprawdy upodobaniem w kółko puszcza tango z filmu „Chicago”
To tango z tekstem o morderczyniach mężów i powodach, którymi sobie oni zasłużyli na morderstwa- sami się prosili:

„Więc wróciłam pewnego dnia do domu |a byłam naprawdę wyprowadzona z równowagi.
Oczekiwałam nieco współczucia.
No i był Bernie. Leżał na kanapie.
Pił piwo i żuł gumę.
Nie, nie żuł. Przeżuwał!
Więc powiedziałam do siebie: przeżuj ta gumę jeszcze raz…
I tak zrobił.
Więc ściągnęłam strzelbę ze ściany
i wystrzeliłam dwa strzały ostrzegawcze.
Prosto w jego głowę.
On na to zasłużył. On na to zasłużył.
Może winić tylko siebie.
Gdybyś tam była,
gdybyś to słyszała,
założę się, że zrobiłabyś to samo!”

Jestem zmuszona napomnieć moje dziecko:
„…w ciągu całej ceremonii panna młoda powinna mieć postawę skromną i oczy w dół spuszczone. Smutną jednak być nie wypada, a szczególniej nie należy płakać./…/ Przechodzac z powrotem od oltarza panna młoda może mieć oczy wzniesione w górę i nawet kłaniać się uprzejmie osobom zgromadzonym.”
/”Zwyczaje towarzyskie” 1880/

XCVI

7 komentarzy

Trzy dni.
Sukienka gotowa, karp…eee, to znaczy te jakby jego łuski – dżety, do środka i koniec, tylko wyprasować. Mam nadzieję, że nie wyprasuję płaszczyka na wylot w ostatniej chwili.

Do ślubu trzeba mieć coś: nowego, starego, niebieskiego, pożyczonego i od szczęśliwej mężatki.
Zaproponowałam Oli, że jej po prostu pożyczę moje soczewki.

Dwa dni.
Czas pomyśleć o mojej kreacji. Myślę. Kroję. Szyję. Pruję. Rękawy do niczego.

Jeden dzień.
Olga z głową w chmurach …

Żakiet gotowy: Ze srebrzystego surowego jedwabiu, srebrny zamek błyskawiczny- całkiem udany, jak na trzy godziny roboty. Plus granatowa, wąska sukienka. Liliowa zamszowa torebka kupiona przed chwilą przez Natalię.
Się wygląda.

XCV

14 komentarzy

Cztery dni do!

Ślub za chwilę, a suknia w lesie.
Zmieniam koncepcję sukni – nie wąska, ale linia A i z trenem, jak i przezroczysty płaszczyk. Dobrze, że materiału jest dosyć.
Ola nie zauważa problemu.
Trzeba przyznać, że ma ślepe zaufanie do moich poczynań. Albo jest tak zdesperowana, że jej już wszystko jedno.

Natalia na szczęście przyjechała i wszystko robi w domu. Krzątając się po gospodarstwie, mimochodem oddaje pisemną część pracy magisterskiej.

Staś powtarza: Oleńko, nigdzie nie musisz wychodzić!

Szaleństwo.

XCIV

5 komentarzy

Snujemy z upodobaniem różne wizje wypadków podczas ceremoni ślubnej.

Natalia przypomina opowiadanie znajomego organisty o ślubie, na którym grał.

W momencie przysięgi małżeńskiej za panną młodą stanęła nagle, nie wiadomo skąd się wziąwszy, stara, szalona chyba, kobieta w białych prześcieradłach… po czym zaczęła za nią powtarzać wszystko, co ta mówiła.

Zanim ksiądz się zorientował, zanim zszokowani goście wyprowadzili ją, minęła spora chwila, której państwu młodym nikt chyba nie zazdrościł!

XCIII

11 komentarzy

Wiśnióweczka Dziadka Stasia dla Olgi z napisem na przyklejonym plastrze: „wesele Oleńki, data jej urodzin: 2.2.1978”.
Czeka.
Pilnie chroniona przez ćwierć wieku.

Olga westchnęła:
- Ale by się Dziadek cieszył!

Jestem przekonana, że się cieszy.

Ostatnie ustalenia weselne.

Narzeczeni mają przysięgę mówić z pamięci, bez powtarzania za księdzem. Staś usiłuje przeforsować swój ulubiony tekst. Wmawia więc Pawłowi, że tradycyjny, jedynie prawdziwy i słuszny tekst brzmi:
”Przysięgasz mi miłość, szacunek i posłuszeństwo bez granic. Złamiesz choć jeden warunek – i cała umowa na nic”.

Zamówiony jest bukiet – Olga wybiera pojedynczy amarylis.
Amarylis wewnątrz pustej łodygi musi mieć usztywnienie.
Panna młoda proponuje – sztylet.

XCI

9 komentarzy

Nie mam, oczywiście, co na siebie włożyć. Kreacja z poprzedniej okazji, ledwo kilka razy użyta, odpada /”będą się nam potem fotografie mylić”/.

Zakładam się, że mama Pawła będzie na niebiesko.

Uwaga:
„…Współzawodnictwo dwóch matek w tualetach – powód nader błahy – a jednak staje się nieraz koscią niezgody, przyczyną niemiłych i smutnych rozterek. Nigdy nie powinno się usiłować zaćmić rywalkę bogactwem i zbyt wyrafinowaną elegancyą swojej tualety…”
„Zwyczaje towarzyskie” Zygmunt Sarnecki, ok 1880


  • RSS