zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

CL

29 komentarzy

Książki u nas nie maja lekko.
Mieszkają wszędzie w każdym pomieszczeniu, na pólkach i w stosach, pod parapetami, na specjalnej półce w toalecie. Bywają niechcący na balkonie i w lodówce.

Są beztrosko przekładane i upychane kolanem. Rezultat taki, że jak trzeba znaleźć jakąś lekturę szkolną, to nie ma do nich dostępu, i pozostaje biblioteka osiedlowa.
Przez dłuższy czas mieszkały w pudłach
Kąpią się ze mną, a Oldze prysznic bynajmniej nie przerywał czytania. Natalia cierpiała – jej książki zawsze były w idealnym stanie.
Porzucam książki, kiedy nie jestem ciekawa dalszego ciągu, i już.
Od czasu do czasu składamy te niepotrzebne w wolnym kącie i zapraszamy do niego przebywających akurat gości.

Sporo książek nosi dziwne ślady, bo pochodzą z biblioteki Edwarda R., oryginała, który w zamyśleniu zaznaczał strony, tym, co tam miał pod ręką – były to słodycze, banknoty, obierki z jabłek, teksty ról teatralnych, których właśnie się uczył.

A rozwaliliście kiedy książkę ze złości, pomijając podręczniki? Ja strzeliłam wiele lat temu „Rokiem w trumnie” przez długi przedpokój po raz pierwszy, a potem to już poszło.

Staś ma także na sumieniu zabójstwa książek. Niektóre zamordował, oddając na makulaturę. Niektóre, te, których miejsce widział tylko tam, skończyły – ale może nie skończyły?- w zsypie.
Jego książki medyczne katowane są dyscypliną. Stoją ściśnięte w osobnej szafie, w szeregu, i wychodzą tylko na komendę przed niektórymi operacjami.

Książki nie są dobrze u nas traktowane.

Pracują na siebie.
Niektóre są sprzedane na allegro, aby kupić nowe.
Niektóre służą mi za parawanik, osłaniający lampkę nocną, kiedy człowiek chce sobie poczytać wieczorkiem, a mężczyzna obok – nie.
Spracowane książki kucharskie…
Niektóre książki służą jako obciążniki w moich pracach introligatorskich, kiedy oprawiam rysunki, czy podklejam inne książki – bo są i takie, które w kółko naprawiam.

No niech będzie. Niektóre maja dobrze.

Niektóre maja swoje własne pudełka, jak Kodeks Napoleona.
Niektóre, jak przedwojenna „Wiedza o Polsce”, z której już trzecie pokolenie uczyło się do matury, są starannie oprawione i maja własne, honorowe miejsce /mieszkały kiedyś w drewnianej skrzyni pod węglem, schowane przed Niemcami/.
Albo te, przywiezione przez mojego Tatę z Anglii, kiedy wróciły razem z nim jakiś czas po wojnie, bo razem byli w Palestynie, Egipcie, pod Tobrukiem, we Włoszech…
Albo kilka tomów Słowackiego i Krasińskiego, resztki z ogromnej biblioteki dziadków mojego męża…
Albo książki sędziwej cioci Janki, ofiarowane nam już teraz, bo śniły się jej kiedyś leżące w błocie, po jej śmierci…

CXLIX

8 komentarzy

- Ty mnie tak nie naciskaj, bo się zamknę w sobie!
Powiedział dziś mój syn, molestowany z całej mojej siły do przebudzenia się o godzinie jedenastej przed południem.

Nie wiem, czy mam to potraktować dosłownie, czy jako metaforę.

CXLVIII

11 komentarzy

Duży lotek.
Szczęście w miłości i szczęście w miłości, znowu szczęście w miłości.
Znowu nic nie wygrałam.

CXLVII

21 komentarzy

Post, to post. Naprawianie świata, jak wiadomo, należy zacząć od siebie.
Odchudzamy się więc stanowczo.
Wysyłamy sobie z Ulą sms-y wsparcia:

Ja, godzina 7.15:
„NIE JEDZ TEJ KANAPKI!”
Odpowiedź Ulki:
„NO DOBRA”

Ja, godzina 13:
„TEGO TEŻ NIE JEDZ!”
Odpowiedź:
”OJOJOJOJOJ!”
Ja:
„NO NIECH BĘDZIE, ALE BEZ CHLEBA…”
Ula – tu zapewne na góry spoziera i łzy rękawem ociera, ale z rezygnacją odpisuje:
„TAK TRZEBA, PANI, TAK TRZEBA,
BEZ CHLEBA, PANI, BEZ CHLEBA……”

CXLVI

17 komentarzy

Garnitury, krawaty, kamizelki, perfumy, wizytowe suknie, obcasy, rajstopy 10 Den, cuda-wianki. Wkładam rodową bransoletę /jak mi się przypomni, raz na pięć lat/.
Tak to wyglądają święta od strony dekoracji personalnej, dwa razy w roku.

A podczas ostatnich świąt…

Rzucam okiem na moich zięciów. Obaj wyglądają doskonale /przystojnemu we wszystkim przystojnie/.
Tomek jakiś inny…
Paweł w garniturze, Tomek bez garnituru.
Nareszcie!
Już patrzeć nie mogłam, jak się męczył i poruszał w nim, jakby chciał z niego wyfrunąć. Wszystko to przecież z powodu uroczystości, ale także dla mnie. Trzeba mu wreszcie powiedzieć: „doceniam, ale – co mi tam garnitur!”
Garnitur owszem, wyraża, dyscyplinuje, ale żeby miał – katować?
Po jakie purkua, jak mówi mąż, aż tak się męczyć, żeby to przeszkadzało świętować?

Jadąc z Warszawy do Krakowa, na święta, zatrzymali się na chwilę. Tomek przeciąga się i nagle mówi, uśmiechając się szeroko:
- Zapomniałem! Naprawdę zapomniałem garnituru! Zabrałem wszystko, buty, krawat, nawet pasek do spodni, a samego garnituru zapomniałem!
Tyle przyjemności, a bez grzechu.

A Tomek jednego nie wie:
Wszystko u nas mu wolno, za to, że TAK patrzy na Natalię…

CXLV

14 komentarzy

Przypomniało mi się przy niedzieli najkrótsze kazanie, jakie w życiu słyszałam.
Kazanie – plakat.
Ksiądz wyszedł przed kazalnicę, powiedział:
- Rzeczy przez nas nie używane nie należą do nas. W naszej parafii jest Tydzień Miłosierdzia.

I poszedł.

Furczało wszędzie w szafach od porządków.


  • RSS