zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2005

CLX

24 komentarzy

Trzaskałam właśnie trywialnie garnkami o świcie, rozładowując zmywarkę, gdy odezwała się Oleńka zaspanym głosikiem:
- Co to tak się, mamusiu, krzątasz od poranka?

- Krzątam ja się od poranka – odpowiedziałam od serca – gimnastykując kolanka…

Rodzina sie rozdokazywała i sypnęło poezją zewsząd:

- Krzątam ja się od poranka, bożem zwinna jest kochanka…
- Krzątam ja się od poranka, przytem dziwne mam ubranka…
- Krzątam ja się od poranka, bo mam męża bawidamka…
- Krzątam ja się od poranka, bo ukrywam ja baranka…
- Krzątam ja się od poranka, bom uczciwa jest krajanka…
…oraz dobra chrześcijanka…

Rozlegało się to z różnych miejsc mieszkania, zamieszkałego czasowo gęściej, gdyż Ola i Paweł pomieszkują u nas kątem, zmuszeni okolicznościami . Wyprowadzili się ze starego mieszkania, nie wprowadzili się jeszcze do nowego.

Krótki sprawdzian dla teściowej w akcjach bezpośrednich.

CLIX

24 komentarzy

Dieta Matki-Polki!

Nie trzeba sobie zawracać głowy precyzyjnym wydzielaniem skomplikowanych i trudnych potraw. Ujęła mnie prostotą i taniością. Śmieszna.
Poza tym ufam życzliwości Matki-Polki.
Skuteczność Matka określiła na ok. sześć kilogramów ! Została ta skuteczność przeze mnie zweryfikowana, bo uważam, że pierwszy sukces /ok. dwa kilo/ każdej diety, to i tak wynik odmulania przewodu pokarmowego. W moim przypadku, kiedy szczupleję od dłuższego czasu, nie spodziewałam się skondensować więcej niż o dwa, trzy kilo. Ale, jak się już tu żaliłam, mimo energicznych starań, moje sukcesy, jakby to rzec, zawiesiły się, więc każde drgnięcie wagi to dla mnie powodzenie.

Dieta polega na zjedzeniu przez kolejne pięć dni po kilogramie: ziemniaków, gotowanej marchewki, chudego twarogu, gotowanego kurczęcia, owoców. Woda, herbata. Łatwo zapamiętać.

W poniedziałek pilnie zjadłam kilka pysznych, młodych ziemniaczków. Nie było kilograma – już piąty nie był pyszny.

We wtorek kupiłam pierwszy raz w życiu dwa opakowania małych marcheweczek Bonduelle, bo gotowanej marchewki nienawidzę najbardziej na świecie, i miałam nadzieję, że urok nowości pozwoli mi ją przełknąć jakoś. Jedna paczuszka została zjedzona na stojąco, aby już to mieć za sobą. Drugą po południu szczęśliwie przypaliłam, i z czystym sumieniem wywaliłam.

W środę zaaferowana swoimi sprawami wpadłam do cofee heaven i nagle spostrzegłam przerażona, że kończę wrapa ze szpinakiem i pleśniowym serkiem. Wobec tego dnia już nic więcej nie jadłam, zresztą nie miałam czasu.

W czwartek okazało się, że zapomniałam kupić kurczęcia, więc zjadłam ze wstydem kawałek sera Valbon brie z łyżką żurawiny. Zostały ze śniadania. Wyrzuty sumienia i seria kłopotów rodzinnych sprawiły, że nic więcej nie jadłam i ani się obejrzałam, a był wieczór. Wypiłam trochę maślanki.

W piątek przyjechała Natalia i już mnie pilnowała, ale uciekło mi z pamięci, że mam jeść owoce, więc było tylko ŻP.

Nie ma to jak szwankująca pamięć plus ten… no, co go ćwiczę codziennie…Pilates.
Waga spadła przez pięć dni o dwa i pół kilograma.
Bardzo jestem zadowolona. Każdemu polecam tę dietę.

CLVIII

20 komentarzy

Na ogól nie mam problemów z ocenianiem długości odcinka, wielkości przedmiotów czy odległości. Moje wyćwiczone przez lata oko plastyka, uczonego warsztatu, kiedy o programach graficznych się nie śniło, a o komputerach to się czytało u Lema, raczej mnie nie zawodzi.

Nie przyjmuję tylko jakoś do wiadomości moich rozmiarów.
Mam poobijane boki, bo w domu zawsze wchodzę miedzy stół i krzesło za blisko siebie stojące. Moje swetry są pozaciągane, bo przeciskam się w miejscach o szerokości nie dla mnie. Poobrywane torebki, zawsze zahaczające się w za ciasnym przejściu.

Po prostu mam się za węższą.

Na wszelki wypadek parkuję zwykle nadzwyczaj ostrożnie.

oplica4ao.jpg

Ten lok na oplicy – kiedy jestem na krakowskim Kazimierzu, lok nazywa się inaczej i robi furorę – wystrugał mi się, kiedy gościłam u cioci Janki i wjeżdżałam w bramę kamienicy, jak zawsze.

Tyle tylko, że zawsze wjeżdżałam tam szczuplejszym samochodem.

CLVII

36 komentarzy

Wiosna.
Ogromny bukiet żółtych tulipanów, tak wielki, że może stać bezpiecznie tylko na podłodze.

A bo będziemy mieć za chwilę 28 rocznicę ślubu.
Nie życzcie nam niczego lepszego!
Każda z tych rocznic była najlepsza.

- No i czy ty mnie jeszcze kochasz? – nudzę i marudzę.
- Powiedziałem raz, i nie odwołałem! – odpowiada obszernie mój niewzruszony mąż, moja opoka, mój tragarz tulipanów.

CLVI

17 komentarzy

Staw kolanowy to tajemnica.
Jedni klękają jak zawsze, inni z grzmotem i łomotem padają na kolana, inni tylko tak trochę przykucają…
Są i tacy, którym nagle, niespodziewanie dla nich, same kolana się zginają.


  • RSS