zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

CLXIX

15 komentarzy

Repertuar kołysankowy Olgi /ukończona szkoła muzyczna, klasa fortepianu/ jest zatrważający.
Od kołysanki Brahmsa w oczywistym celu ukołysania po „Time to bomb Saddam” w charakterze rześkiej pobudki.

Do synka zwraca się per „mój żubrzyku”.

Dziewczyny, które pracują z Olą w pokoju, są od wielu lat ogromnie zżyte ze sobą, przyjaźnią się na zabój i wspólnie przeżywają swoje koleje losu.

I oto ranek następnego dnia po urodzeniu Karola.
Biblioteka Jezuitów. Wielki hall, gdzie głos rozlega się niczym Zygmunt.
Agata na widok księdza B., ich szefa, biegnie, szeroko otwierając ramiona i krzycząc z radością:
- PROSZĘ OJCA! MAMY SYNA!
- Żebyście słyszeli – mówi Agata zasłaniając oczy – tę ciszę, która zapadła! Żebyście widzieli te znieruchomiałe ze zgrozy postacie, powoli obracające się w moja stronę…

CLXVII

8 komentarzy

Odwiedzamy Olę i niemowlę w szpitalu.
Mijamy drzwi z napisem:
STERYLIZACJA
„Niedobrze”- mruknął Tomek, przyśpieszając kroku.

CLXVI

12 komentarzy

Ola, jak to Ola – tuż po głównym wydarzeniu, nieśmiało wyraża zakłopotanie, że tyle narobiła zamieszania.
Na to lekarz, z wyraźną rutyną:
- Mam na to dwie opowiedzi, profesjonalną i ogólnoludzką.

Wypowiedź Profesjonalna:
„W naszym szpitalu staramy się realizować standardy mające na celu zapewnienie rodzącej optymalnych warunków, które pozwalają jej na jak najszybsze osiągnięcie równowagi psychofizycznej”

Wypowiedź Ogólnoludzka:
„Olewam to”

CLXV

14 komentarzy

Tydzień, jakiego dawno nie było.
We wtorek Wojtek, ogarnięty głupawką, bawił Olgę czytaniem opisu porodu z podręcznika /”Mama debiutantka”/, i zamiast słów „dziecko”, czy „noworodek” czytał „twój lekarz”. Tak oto Ola usłyszała, że po porodzie ma ułożyć swojego lekarza na brzuszku między piersiami, przerzucając jego nóżki po obu stronach brzucha i poklepując go po pleckach…tak, aby te delikatne pieszczoty sprawiły obu stronom przyjemność…
Biedna Ola turlała się ze śmiechu i nie minęło wiele godzin, kiedy trzeba było wybrać się do szpitala na Ujastek.

Zostałam sama w domu. Czekanie to dziwny czas.
Zajrzyjcie tutaj.

Pojechali razem, i spodziewałam się Pawła wkrótce, ale nie wrócił – postanowił bohatersko, wbrew wcześniejszym planom, towarzyszyć Oleńce.
No i oto mamy wnuka.

CLXIV

6 komentarzy

Do prasowania koszule jeszcze jednego faceta, chwała Bogu.
Pojedynczy incydent, oczywiście, to prasowanie, tej koszulinki rozmiar 0-3 miesiące.

Zaraz obszernie napiszę, nie podając żadnych cyfr, bo ludzi się na metry ani kilogramy nie mierzy.

Wielkie dzięki za Wasze życzenia i gratulacje, pilnie zachowane do kroniki rodziny.

Rodzi się, rodzi się dziecko mojego dziecka!

CLXII

8 komentarzy

Sms-y w Słowackim Raju

Wysyłam sms do córki, na jej prośbę o wiadomość, zaraz po przyjeździe:
„Jesteśmy już w raju”
Natychmiast przyszła spanikowana odpowiedź od Natalii:
„Matko Boska!”.

Akurat na szczycie najwyższej góry w Raju Staś otrzymuje zadziwiający sms:
”Jak tam żegluga?”
Szwagier rozsyła przyjazne zapytania prosto z jachtu…Cóż miał odpisać marynarzowi?
Pochwalił przytomnie sprzyjające wiatry…

Zostaliśmy zaproszeni przez Marysię i Zbyszka na ich weekendową wyprawę.
Porwali nas jeszcze z drogi, nie dojechaliśmy nawet do kwatery i już byliśmy na krawędzi Słowackiego Raju.

Nie wzięliśmy pod uwagę, że Słowacy mają inne wyobrażenie o kondycji obywateli. Ocena trudności szlaku i czasu potrzebnego na przejście jest inna w naszych górach! Ani obejrzeliśmy się, kiedy w naszym mniemaniu dość niewinny, 3-godzinny spacer do przełomu Hornadu, rozruch po prostu / „trasa dla dzieci od lat dziesięciu pod opieką dorosłych”/, okazał się sześciogodzinną wyprawą z klamrami i łańcuchami nad rwącą wodą.
Nie żałowaliśmy ani przez moment, oszołomieni urodą tych miejsc i zachwyceni, że w ogóle żyjemy po tym wszystkim.

Było nas 11 osób, rodzice i nastoletnia młodzież.
Postanowiliśmy uwzględnić różnice w kondycji.

Grupa pediatryczna z powodu młodego wieku i ducha eksploracji udała się na wyciąg krzesełkowy, grupa geriatryczna udała się tam także, też w zasadzie z powodu wieku.

Cicho siedzieliśmy podczas drogi, bo to, co roztaczało się przed i pod nami, wczesną wiosną w pustych górach, nie da się opisać…

Potem poszliśmy w jednym kierunku, ale różnymi drogami.
Grupa pediatryczna pomknęła na Havranią Skałę /Staś i Maciej odpowiedzialnie z nimi/, grupa geriatryczna pomaszerowała krótszą drogą, omijającą szczyt.
Żebyż to starsi państwo jeszcze nałożyli okulary, czytając drogowskaz! Przeczytaliby, że droga nazywa się Stratenski Kanen… W pełni zasługiwała na swoją nazwę.
Pod koniec drogi zwalone sosny zmusiły nas do zejścia ze szlaku. Nie róbcie tego raczej – łatwiej byłoby wykopać tunel pod kilkunastoma stuletnimi drzewami, niż zleźć z tego zbocza…

A na samym dole był mały cmentarzyk.

Ale nie jest z nami tak żle.
Staś następnego dnia zrobił na rowerze 160 km., od Krakowa do Sandomierza.


  • RSS