zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

CLXXXIII

17 komentarzy

Potraktować teściową rozpalonym żelazem…
Marzenie większości zięciów.

A mój mąż je zrealizował.

Pewnego razu, kiedy zjawiliśmy się u mojej mamy, pożaliła się, biedna, że niegdyś poprawiała obudowę piecyka w łazience i ta spadła jej na stopę, uderzając dotkliwie w palec. Palec wymagał operacji, a był to długi weekend.
Chirurgu, jesteś w domu, poradź…
Nie będę wchodziła w szczegóły, ale palec należało koniecznie i jak najszybciej naciąć i uwolnić od rozmaitych substancji.
Najprościej było dostać się do niego przez paznokieć, a najbardziej higienicznie w polowych warunkach – za pomocą czegoś rozpalonego nad ogniem.
Gwoździkiem.

Przebił spokojnie rozpalonym gwoździem teściową, w dodatku zyskując jej wdzięczność.

Szczęściarz.
Człowiek spełniony.

CLXXXII

14 komentarzy

- O, to i oczy będzie miał niebieskie – odzywam się kurtuazyjnie, choć z westchnieniem, bo wnuczę moje od urodzenia wygląda identycznie jak jego ojciec i w ogóle nic nie ma z wyglądu swojej matki, ani mojego.
- Ależ nie, będą jeszcze brązowe! – wytwornie rzecze mój niebieskooki zięć Paweł, do mnie, która oczy ma brązowe…

CLXXXI

5 komentarzy

Któreś popołudnie w Białce.
Gorąco.
Idę – muszę – w dół granatowej rozpalonej szosy w kierunku kościoła. Z wieży spada melodyjka pobożnej pieśni, bezdźwięczna jak z ustokrotnionej tajwańskiej grającej kartki. Dookoła drewniane domy lakierowane na kolor identyczny z naturalnym. Piękne, o szlachetnych proporcjach domy ciemnieją powoli wśród chaszczy, dawno opuszczone przez zdesperowanych górali, którzy zostali Amerykanami.
Różowo-sine surfinie w plastikowych donicach wśród krasnali, pasących łabędzie z krokodylami na wystrzyżonych trawnikach, okolonych cyprysikami. Ciasno, coraz ciaśniej.
Mostek, zakręt, smażony pstrąg. Tania odzież, meble holenderskie.
Patrzę raczej pod nogi.
Liczę cegiełki chodnika, takiego samego, jak przed moim domem w Krakowie.

Nagle słyszę szum i w tej chwili z wielką szybkością przemykają koło mnie dwie niewiarygodne postacie w czarnych, obcisłych kostiumach z czerwonymi lampasami, w kaskach. Pochylone do przodu, z rękami założonymi na plecach przepięknie poruszają się na rolkach jednakowymi, długimi ruchami…

Już ich nie widać, a ja stoję oszołomiona i nie wiem, czy to widziałam naprawdę? Ktoś się pomylił i wpadli na moment z zupełnie innego świata?

CLXXX

14 komentarzy

Białka Tatrzańska, z której uciekłam zamęczona bezustanną ulewą, to wieś dla mam z dziećmi, albo starszych pań. Jedne i drugie uparcie wypalają się na słońcu, które nie jest tu dokuczliwe, zwłaszcza dla osób moczących się w rzece. Nic dziwnego, że wczasowiczki z jednej kategorii – młodych mam – szybko przechodzą do następnej – starszych pań opalonych na rzemień. Młodzież nie bardzo ma co tu robić, chyba że traktuje Białkę jako bazę wypadową dla wycieczek po Tatrach czy Pieninach /noclegi są dużo tańsze niż w Zakopanem/.

Z rozpędu jeżdżę do Białki, kiedy jest kilka dni na wakacjach, z którymi nie ma co zrobić. Nie przepadam za nią, ale jest tu zawsze przyjemne, to samo od lat towarzystwo, hodujące wspólnie na wakacjach dzieci, nastolatki, potem, w średnim wieku i już wreszcie bez dzieci, spokojnie romansujące, następnie skazane na wnuki, które też na szczęście dorastają i krzywią nosem na nudna wieś, i wreszcie można znowu przeżyć jakieś szalone coup de foudre, jeśli kto dożył, albo przynajmniej o tym poczytać…

Umówiłam się z rówieśniczkami po południu, w ich domu położonym na grapie. Przyszłam trochę za wcześnie, ale z dołu widziałam w ukośnym oświetleniu postacie leniuchujące na leżakach, z wielkimi kapeluszami na twarzach, w pozach niedbałych.
Ucieszona ich widokiem, raźno zawołałam z dołu:
- Cześć! Co tak leżycie! Wszystkie wyglądacie jak pijani Meksykanie wyrzuceni z saloonu!

I natychmiast pilnie zaczęłam szukać w trawie pieczarek.
Zza podniesionych kapeluszy bowiem spojrzały na mnie dziwnie starsze panie, matki moich koleżanek, które urządziły sobie sjestę przed domem…


  • RSS