zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

CXCVII

22 komentarzy

Naprawiałam stare zdjęcia. Zajmuję się także rekonstrukcją fotografii i robię to z prawdziwą przyjemnością.

Te okazały się być bardzo dobrej jakości, odbitki tylko mocno spłowiały i poniszczone trochę. Za kolejnymi kliknięciami wyłaniały się coraz wyraźniejsze twarze. Zdjęcia o świetnej ostrości, twarze powiększone na ekranie, bez makijażu, skadrowane i przez to pozbawione charakterystycznych akcesoriów z epoki – fryzur, ozdób, okazywały się /jakże inaczej miałoby być!/ takie same jak te, które widzimy wokół siebie.

Pierwsze zdjęcie w bluzeczce, którą widziałam i na innych zdjęciach. Potargane troszkę włosy, zwinięte w lużny kok, żadnego makijażu.
Drugie w futrze, owiniętym wokół szczupłych ramion, łańcuszek z perełką. Następne – nie ma naszyjniczka, śliczna ręka podtrzymuje futro na dekolcie. Dziewczyna przechyla głowę, ramię trochę wystaje, oho! – żadnego ramiączka od żadnej sukienki!
O, dałaby jej mama, gdyby wiedziała!
Młody przystojny człowiek z pięknymi oczyma, podpiera twarz na palcach dłoni. Rozweselony patrzy w obiektyw.
W tle powieszona draperia z obrusa.
Robią sobie nawzajem zdjęcia.
Wyraźnie się wygłupiają, patrzą wprost w obiektyw, powstrzymują śmiech.

Ona młodziuteńka.
Młodsza od moich córek, jej prawnuczek.

On zmajstrował sam aparat fotograficzny i szalenie nim się cieszył.

Musiał się z nią ożenić, przedtem, czy też potem.

Zestawiam kolejne zdjęcia:
Wakacje na wsi, troje małych dzieci na schodkach, on w letnim garniturze, z laską, ona w kwiecistej sukience, okrywa ramiona ciepłą chustką.

Potem on w mundurze. Afryka,Tobruk. Przejmująco gorzkie spojrzenie.
Ona – na wysłanym do niego wyretuszowanym zdjęciu, reprezentacyjnym, ustawionym przez fotografa, który tak bardzo się starał…
Starał się, aby ona, po powrocie z obozu w Ravensbruck wyglądała tak pięknie, żeby on po wojnie chciał wrócić, już z Anglii…

Dwa zdjęcia z legitymacji, starsi i zmęczeni, ciągle przystojni. On przygarbiony, z niewielkim wąsem. Przedwojenny profesor gimnazjum, teraz dostał pracę magazyniera w centrali rybnej, za późno wrócił z tej Anglii. Ona w ciemnym kostiumie z broszką w kołnierzyku pod szyją. Pionowa zmarszczka między brwiami.

I ostatnie, których nie chcę oglądać, sprzed prawie pięćdziesięciu lat, ze świecą przy głowach.

aaaaaaa3ga.jpg

CXCVI

14 komentarzy

Jak większość kobiet z mojego pokolenia, czynność tę wykonuję zwykle za parawanem.

Wiadomo, że tajemnica kusi nieodparcie prawdziwych mężczyzn, i mojego męża też korciło, aby zerkać, co ja tam też robię.
Na uwagę męża zufania odparł, że jest moim lekarzem.

I tak pod kontrolą lekarską wybierałam między grypą a anginą.

Nic to, przecież dziesięć lat temu było dużo gorzej.
Wybierałam, jak mawia najbarwniejszy z polityków, miedzy cholerą a dżumą.

CXCV

25 komentarzy

Zimno w nocy.
Wojtek zmarzł rano przy komputerze.
Nie szkodzi, twierdzi, w zasadzie potrenował zmarznięcie już w łóżku.

Kiedy wychodzi do szkoły, nieznajomi młodociani już łagodnie polegują na schodach, owiani słodko pachnącym dymkiem.

Ja pozytywnie lecę z rana do parku wodnego niedaleko, gdzie pani Kasia w za ciepłym basenie gromko pokrzykuje na sennych aguaaerobikiewiczów: „Tempo, widzę, sanatoryjne!”.
Po czterdziestu pięciu minutach relaks – każe położyć się na dnie basenu.
No pewnie, żebym zasnęła.
Ech, kiedy się zapisywałam, ranki były rześkie i słoneczne.

CXCIV

12 komentarzy

Oto fragmenty korespondencji miedzy dojrzałą kobietą i wykwintnym młodym człowiekiem.

Ta kobieta – to ja, a ten młody człowiek – to brat mojego zięcia Tomka, Paweł A.
/Żeby ktoś nie myślał, że być teściową to proste – brat mojego drugiego zięcia, Pawła M., ma na imię Tomek/.

Korespondencja związana jest z tym, że zostałam obdarowana pewną przysługą oraz, niezależnie, słoiczkiem rewelacyjnej konfitury.

Kochany Pawle,
bardzo dziękuję Ci za wszystkie doskonale rzeczy, które mam dzięki Tobie!
Miło mi, że zechciałeś potrudzić się i /…/. Dziękuje więc jeszcze raz.
Natomiast fakt przesłania dla nas słoiczka z malinami oceniam jako wyraz Twoich skłonności sadystycznych – ponieważ nic i nigdy nie smakowało mi bardziej, i nie będzie smakować, jestem więc zmuszona porzucić robienie przetworów, a nawet ich jedzenie, a może nawet w ogóle przestanę jeść.
Zastanawiałam się, delektując się tymi malinami, jak można określić drogę życiową człowieka, który potrafi wiedzieć tyle o dobrych rzeczach głaszczących zmysły, co Ty.
Możesz spokojnie napisać pod swoim nazwiskiem na wizytówce – KONESER.
Ściskam dłoń serdecznie. B.M.

Zaraz otrzymałam list:

Witam,
„doskonałość drogą do szaleństwa” jak mawiał nasz sąsiad zza Odry, ale w moim przypadku to ledwie ćwierćperfekcjonizm, więc nie mam powodów do obaw.
/…/
Narzędzia tortur już powoli znikają, zostały tylko dwa słoiki. Proszę więc nie obawiać się konkurencji (no chyba, że powstanie nowa dyscyplina – sok z malin).
Co do koneksji z jakimś tam Koneserem, to chyba pomyłka. Anglików w naszej rodzinie niet.
Pozdrawiam
PAH

Zapytałam, czy mogę udostępnić na blogu fragmenty naszej korespondencji, i mimo, że Anglików niet, otrzymałam zwięzłą odpowiedź:

Permission granted Madame. All rights transferred.

Szczęśliwe kobiety, które otaczają, i będą otaczać Pawła A.

CXCIII

29 komentarzy

No i będę się kompromitowac blogowo we wtorek po dziewiątej, w radiu kraków…

CXCII

6 komentarzy

Postanowiłam wreszcie skończyć zaczętą bardzo dawno temu i porzuconą gdzieś na balkonie drewnianą rzeźbę postaci anioła i diabła. Ustawieni są plecami do siebie, spleceni ze sobą i nie mogący się oderwać od siebie – częsty motyw.
No, minęły dwa dni, skończyłam, posprzątałam i coś mi jeszcze w duszy zagrało.
Umyśliłam sobie, z różnych kapryśnych względów, tę rzeźbę diabłoanioła przepołowić i następnie skleić trochę inaczej.
Pyta się synek, widząc moje zmagania z piłką do drzewa, czemu to robię.
Przerwałam robotę i odpowiadam zmordowana, że napadła na mnie muza destrukcji. Oraz, że właśnie od dziś będę niezrównoważoną modernistką-destruktywistką i że ma się strzec.
Na to Wojtek – ostatnio nawet chętnie mnie wyręcza w różnych prackach domowych – bierze porzuconą na chwilę piłkę do ręki.
Zagaduje uprzejmie, ale jednak z niebezpiecznym błyskiem w oku:
- Mogę zostać twoim vicedestruktywistą?

Wkrótce.
Zapędy destrukcyjne zostały przesublimowane w czynnosci wyższe i nieuniknione: likwidację atrybutów konstruktywnego dzieciństwa. To znaczy Wojtek poszedł sobie i oto teraz szoruje i pakuje wiadra klocków lego dla swojego siostrzeńca Karola na przyszłość.
Anioł z diabłem dalej się zmaga, porządnie z nim sklejony.


  • RSS