zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2006

220

8 komentarzy

Staś kupuje znowu książki.
Żwawo rośnie stosik na ladzie.
Opamiętuje się nieco i próbuje pertraktacji:
- Czy nie można na tę książkę uzyskać jakiejś zniżki cenowej?
- A to dlaczego? – pyta sprzedawczyni.
- Z powodu wyglądu.
- Jak to? Książka jest w dobrym stanie!
- Z powodu MOJEGO wyglądu…

Inne historyjki zakupowe, opowiedziane przez Olgę i Wojtka, przeczytajcie sobie, proszę, tutaj /także w komentarzach/

219

4 komentarzy

I nuciłam sobie tak wesoło i krzątałam się trzepotliwie, aż przypomniano mi, że rzeczy są tylko rzeczami, wesołe zabawki tylko zabawkami, a infantylne akcesoria świąteczne błyszczą dla tych, co chcą być jak dzieci.

To przez ten wiersz, który pokazał mi się, gdy szukałam tekstu do mailowej prywatnej kartki świątecznej. Podobno znany, ale akurat nie mnie.
Mróz po kościach dosłowny, przywrócone proporcje, błogosławione opamiętanie.
Cały czas mi chodzi po głowie, chcecie, to przeczytajcie, tutaj jest, na dole strony.

Raczej dorosła teraz jestem.

218

14 komentarzy

Jestem sobie beztroska, wręcz pełna dezynwoltury.
Buraczki z przyległościami na barszcz nie zmieściły się do słoja – a co mi tam, siup je do największego szklanego wazonu. Jeszcze jak pięknie to wygląda pod światło! Zaraz do tego postawię czerwoną szklaną cukiernicę, którą wczoraj kupiłam zachwyciwszy się nią z nagła i która u mnie robi za maselniczkę.
Piernik upiekłam już dawno – pierwszy raz w życiu! Tak, tak, zawsze piekła go moja mama, nie pozwalając sobie odebrać tego przywileju, córki robiły go u siebie /a wszyscy dzielili się nim ze mną/. W tym roku jakoś tak, nie wiem dlaczego, wyszedł mi ten pierwszy raz. Wyrób małych pierniczków powierzam, jak zwykle, fachowcom.
Karolek odkurza z pasją całymi dniami, wiec chyba wystarczy tego sprzątania?
Kartki wysłałam tylko do szacownych osób w podeszłym wieku, reszta pójdzie zaraz mailem.
Jeszcze do spowiedzi, może do kapucynów, którzy zawsze traktują człowieka poważnie, choć ciągle śpiewają i śmieją się?

Czekam, czekam, też uśmiechając się do siebie i nucąc pod nosem.
Śnieg zaczął padać.

Wszystkim Wam życzę uroczystych, radosnych i pełnych nadziei Świąt Bożego Narodzenia.

217

8 komentarzy

Latem mąż i syn zostali wysłani na wakacje.
Mnie zaczął odwiedzać rosły mężczyzna w ludowym typie.
Półki w pięciu szafach zostały rozebrane, przecięte na pół i złożone z powrotem w zmyślny sposób.
Potem rosły mężczyzna, opłacony, zniknął.
Odszedł do innej /do mojej przyjaciółki Uli, gdzie zajął się remontem okien /.
Zrobiłam więc osobiście gzymsy pod sufitem i zamocowałam listwy przy podłodze. Krawędzie pięknie wykończyłam. Pomalowałam, wywoskowałam. Szuflady dostały nowe mosiężne uchwyty.
Poukładałam wybrane książki.
Usiadłam i podziwiałam.

To było w lipcu.
Do dzisiaj potykam się o setki książek powtykanych wszędzie: w stosach pod pianinem, w kątach szaf, pod łóżkiem, pod biurkiem. Przynajmniej są to te książki nieużywane.
Czekają.

Dzisiaj Olga przesuwa łakomym wzrokiem po półkach.
- Fajne macie te książki…myślę, że przynajmniej część dostanę w spadku?
- O nie! Zabiorę je ze sobą.
- A jak?
- Może – zginę w pożarze biblioteki.

216

12 komentarzy

Tworzę, oczywiście, że tworzę.
Kto mówi, że nie tworzę.
A raczej tworzymy – kopie, razem z Karolkiem, zawsze przez dwie dniówki w tygodniu.

laokon1qz3.jpg

215

12 komentarzy

Wysoki mężczyzna w podkoszulku i bojówkach khaki trzyma na rękach małe dziecko w piżamce tego samego koloru, przechadzają się i śpiewają razem do kankana, jak tam umieją ”spójrzcie na te kobitki, jakie mają łydki jaki maja biust tralalalala”. Przy stole młoda kobieta z siwym swym ojcem dyskutują zawzięcie o lefebryzmie, wzajemnie o niego się oskarżając, druga młoda kobieta przekomarza się ze swoim wnukiem, czytając jednocześnie kulminacyjne rozdziały z „Błękitnej sukienki” Tracy Chevalier. Zbuntowany młodzieniec napomina półtorarocznego siostrzeńca znad komputera, aby przestrzegał norm społecznych /dowiadujemy się przy okazji, że coś o nich wie/, niedzielna kawa poranna, poranne płatki Sante, poranne mleczko, poranne kakao, poranna herbatka, ale fajnie, Olga, Paweł i Karolek znowu pomieszkują u nas, chwilowo bezdomni – no może nie całkiem, prawda? No prawda?

214

18 komentarzy

Przyjechała wczoraj Meg i spotkałyśmy się, jak zwykle, w Coffee Heaven, tym razem w nowej Galerii. W ciągu dwóch godzinek omówiłyśmy pobieżnie nowiny przy kawie i soku.
Teraz clubbing – zadecydowała zgłodniała Meg.
Pierwszy lokal nie spodobał się nam z powodu zbyt grubych kromek chleba do kanapek i palaczy.
W ogóle nie bardzo orientuję się, gdzie należy zjeść i nie mam specjalnego powodu latać po knajpach, będąc wzorową gospodynią domową. Kiedy mam z kimś iść do kawiarni czy restauracji, najczęściej dzwonię do Warszawy, do Natalii, i pytam jej, gdzie to się u nas bywa.
Ale teraz samodzielnie przypomniałam sobie, że zaraz obok jest Jadłodajnia u Pani Stasi, gdzie nie byłam ze sto lat….

…Jak każdy krakowianin, goły i inteligentny, bywałam tam od czasów liceum, i nawet pamiętam jak przez mgłę, że jadłodajnia mieściła się o bramę czy dwie wcześniej, i była w długiej, sklepionej salce, do której wchodziło się po kilku schodkach. Potem zajmowała lokal, w którym jest do dzisiaj.
Stawałam, jak wszyscy, w kolejce, gawędząc mile lub przysłuchując się wymianie zdań i przysięgam, że fruwały.. „panie mecenasie”, „witam księdza dobrodzieja” i „całuję rączki łaskawej pani’… Studenci ze szkoły teatralnej rwali włosy z głów, żaląc się ustawionymi głosami, że jak mają zagrać Żyda, kiedy nigdy Żyda nie widzieli na oczy – bo wtedy przecież nikt z moich rówieśników żadnego Żyda nie widział na oczy. Bloki i rulony zostawialiśmy przed wejściem, bo w środku było raczej ciasno /”.. największe zagęszczenie profesorów na metr kwadratowy”/. Pani Stasia królowała w kuchni, gdzie każdy zaglądał, upewniając się, że sztuka mięsa jest /zawsze była/. Jej wszystkowiedzący mąż siedział przy kasie i słuchał uprzejmie, co to deklarował klient do zapłacenia, ale miał już dawno policzoną należność.
Zamawialiśmy pierogi radzieckie, i pan przynosił nam je osobiście, mówiąc „dla państwa radzieckie”. Inni zamawiali ruskie, to dostawali ruskie.
Płaszcze wisiały na ścianie nad głowami jedzących, wielki wentylator na suficie poruszał się powoli, stoliki przykryte były ceratą, ech!… Starsi panowie w trochę spranym kolorycie, w krawatach, delikatne staruszki w zakurzonych jakby kapelusikach, młodzież w swetrach od babć i obowiązkowo dziergających dziewczyn, nigdy żadnej ostentacji. Zawsze takie samo pyszne, proste jedzenie. Enklawa niezmienna, bezpieczna i smakowita.. Słowo „kultowe” jeszcze na szczęście nie było w użyciu, nikt tam wtedy nie chodził się snobować, wszycy byli u siebie.
Było tam bardzo niepięknie, bardzo smacznie, bardzo czysto i bardzo tanio…

Tak to było, mówiłam Meg, a ona cierpliwie słuchała i jadła te ruskie. Spróbowałam z jej talerza, i coś nie były takie, jak je pamiętałam…Te z mięsem w porządku.
No, ale kolor ścian taki sam /”ugier przetrawiony”/, stoliki nowe, wieszaki takie same.
Pani Stasi i jej męża dawno nie ma – ktoś bardzo podobny siedzi i liczy tak samo.
Słyszałam, że kilka lat temu zachęcano właściciela, aby założył filię w stolicy, ale uprzejmie odmówił.

Było zaraz po dwunastej, siedziało tylko kilka osób. Dwaj panowie w koloratkach, chłopczyna z książką, panienka w okularach też z nosem w drukowanym. Ktoś wchodzi i co słyszę?
„No, co tam, panie mecenasie, w kancelarii?”
Wszystko, jak być powinno,
a może ja po prostu już nie żyję?…


  • RSS