zapiski-tesciowej blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2007

234

10 komentarzy

Boję się za każdym razem tak samo.
Strach przed lataniem plus czekanie już w samolocie na odkładany z jakiegoś powodu start. Kurczowo trzymam się ołówka, którym zaciekle wpisuję cyferki w drukowane kratki.

…Dlaczego mi to robią? Miało być tylko półtorej godziny strachu…
Cyferki coraz bardziej zamaszyste, grafit coraz krótszy. Wpadam w panikę.

Czy przynajmniej leci z nami strugaczka?

233

11 komentarzy

Image Hosted by ImageShack.us

Tak, to ta torebka.

Image Hosted by ImageShack.us

I te, chyba mi należne, skrzydła.

232

7 komentarzy

Podróż bez dotykania ziemi: schody, chodnik, autobus, błyszcząca posadzka galerii, przez którą przechodzi się na perony, podłoga kolejki na lotnisko, znów autobus, płyta lotniska, pokład samolotu, ruchome schody, pociąg z Bolonii do Florencji, chodnik.

Kto nie dotknął ziemi ni razu, ten nigdy nie będzie w niebie?

Dalej nie dotykam ziemi: mąż przygotował podróż perfekcyjnie, a to on jest pierwszy raz we Florencji, nie ja. Wie, gdzie skręcić, bo obejrzał miasto w Google Earth, nie stoimy w kolejkach, bo mamy rezerwacje do muzeów. Chce nam się zajrzeć na koncert, bo akurat przechodzimy, to słuchamy muzyki, zachciało nam się sprawdzić, co o Cezannie myśleli jego przyjaciele, to ciemną nocą w oszałamiającym pałacu Strozzich oglądamy.
Nie dotykamy ziemi nie wierząc własnym oczom przed Zwiastowaniem fra Angelico na ścianie w klasztorze, daleko nam do ziemi patrząc na wydobywających się z marmuru Jeńców Michała Anioła.
Fruwamy z zachwytu podczas długich kolacji, ach, nie przeze mnie przygotowywanych.
/Na tęczowych skrzydłach własnej szlachetności unoszę się, kiedy mówię: „nie, kochanie, nie kupuj mi tej torebki, naprawdę jej tak strasznie nie potrzebuję” …/
Zadzieramy głowy licząc wieże i kopuły budowane przez szalonych florentczyków, nie zatrzymują nam wzroku żadne chmury na niebiańsko niebieskim niebie.

231

18 komentarzy

Zaraz stuknie trzydziestka.
Właśnie wczoraj Staś przybył z bukietem, oznajmiając początek obchodów.
Wydałam na razie wystawny obiad dla naszych mam, ale będziemy się weselić jeszcze niejeden raz, mam nadzieję.
Mamy w planie wyjazd do Florencji we wtorek /w zeszłym roku o tej porze byliśmy w Madrycie, z okazji dwudziestki dziewiątki/.
W zasadzie, odliczając dyżury, wyjazdy, konferencje i w ogóle rozstania – choć przecież na czas nieobecności związku się nie zawiesza – to nasze małżeństwo ma się najwyżej jak dziesięcioletnie. Blaszane, a nie perłowe gody.
/Okresy nieobecności są pożądane: mniej słów, mniej szkód, stara dobra zasada./

Wszystko, co mamy, smakuje nam.

A najlepsze jeszcze przed nami.

230

8 komentarzy

No wstałam i wróciłam, i piszę, porzuciwszy tamtejsze rozmyślania, pogawędki, lektury i sudoku.

…Okolica piękna, sosnowe lasy. Wszędzie śniegi, ale kiedy wyjeżdżałyśmy, śnieg nagle wsiąkł w piasek, i ptaki już śpiewały.
…Drogi mają przyzwoite, ale internet mizerny, jeśli zaś chodzi o telefonię, to zasięg tylko na górce pod figurą.
…Lud tam jest spokojny i życzliwy, i pięknie śpiewnie mówi, ale masażystki okrutne.
…Kucharze również nieludzcy, sami jedli pratchettowskie „ embriony ptaków nielotów, mielone organy w powłoce jelit, plastry ciała świń czy bulwy bylin przypalane we wrzącym zwierzęcym tłuszczu”, a nam dawali różne pokrajane lub zmiksowane rośliny zielone, czerwone, żółte, białe i fioletowe, i przyprawy do nich.
…duszami naszymi także dobrze się opiekowano, i nie żałowano dla nich niczego.

Skutek tego wszystkiego był dla nas – dobry.

Oprócz tego jesteśmy wyspane, zdrowsze, gładsze, ładniejsze i nie wiem jak Ty, kochana Meg, która mnie tam wyciągnęłaś, ale ja lecę kupić sobie coś do ubrania w innym rozmiarze, nieszczerze podejrzewając lustra, że wyszczuplają.


  • RSS